Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacje. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 grudnia 2009

Relacja z pobytu Roba Swifta w Białymstoku


5 grudnia w ramach IV Międzynarodowego Festiwalu Filmów Krótkometrażowych ŻubrOFFka w białostockim klubie Fama odbyła się impreza Hip Hop Run. Oprócz Roba Swifta wystąpili na niej beatboxerzy z BBC (gościnnie Cira), KZS Crew (gościnnie Kornik), EsDwa, WHSB, DJ Aspirins oraz DJ Czech. Standardową relację z tego wydarzenia kulturalnego zastąpi quasi-sprawozdanie z pobytu Roberta Aguilara nad Wisłą, gdyż wraz z Kiziakiem oraz Franzem byłem odpowiedzialny za opiekę nad nim, co jednak nie ograniczyło się do stricte przybrania postaci tour ridera. Ostatni paragraf będzie dotyczył pewnej innej kwestii związanej z tym wydarzeniem. Lecz o wszystkim po kolei, a przecież jest o czym opowiadać.

Robert Aguilar do tej pory zaledwie raz odwiedził Polskę i prawdę mówiąc, nie mógł się doczekać wizyty w Białymstoku. W trakcie wymieniania z nim wiadomości przez internet wydawał się być bardzo sympatyczną, pogodną i otwartą osobą, która pomimo 40 lat na karku nadal żyje hip hopem i uwielbia grać imprezy nawet w najdalszych zakątkach na świecie. Wyobrażenia te całkowicie pokryły się z rzeczywistością, o czym z miejsca przekonałem się wraz z Krzysiem i Arturem. Zgadnijcie co pierwsze Rob Swift zrobił po odebraniu go z Okęcia? Zadzwonił do swojej mamy i dziewczyny aby powiedzieć, że wszystko jest w porządku. Słodkie. Co prawda, Robert był zmęczony lotem lecz swobodnie mogliśmy z nim porozmawiać dosłownie o wszystkim. Przy okazji pojawiły się okazje do żartów i anegdot i tak pokrótce otrzymałem przydomek "Polish Prodigy" a Franz "Polish Twin Gambino".

Naszym głównym celem było zaopiekowanie się Robem w jak najlepszy sposób i udowodnienie, iż nie przyleciał tylko żeby zagrać DJ set na imprezie, ale również spędzić pozostały czas z osobami, które będą go traktować najlepiej jak tylko umieją. Robert został uprzednio uświadomiony przeze mnie, że zagwarantujemy mu bardzo dobry pobyt w Polsce lecz okazało się, że aż takiego podejścia przez nas do sprawy nie oczekiwał. Bardzo miło zrobiło się mu się również podczas spotkania w skateshopie Free-Way, gdzie czekał na niego stół zastawiony tradycyjnymi polskimi potrawami i znajomi, którzy specjalnie dla niego pofatygowali się aby odwiedzić ten sklep na ulicy Malmeda. Trzeba przyznać, iż Rob był wiecznie głodny i z wielką chęcią pałaszował dosłownie wszystko, co miał pod ręką. Lecz i tak najbardziej mu smakowała szarlotka (słowa uznania dla Eweliny).

Największa nobilitacja? Poczułem się bardzo dowartościowany, gdy Rob Swift powiedział mi, że jestem jedyną przyczyną, dla której przyleciał do Polski. Niesamowita jest także dedykacja jaką otrzymałem od niego na wkładce z The Ablist LP. Piękne pamiątki. W zamian podarowałem mu kilka pamiątek związanych z naszym miastem, z których również bardzo ucieszył się. Winyl jaki otrzymał ode mnie i Szymka na pewno zagości nie raz na imprezach granych przez niego, a płyta CD Noona Pewne Sekwencje podarowana przez Kiziaka w jego odtwarzaczu.

Meeting we Free-Wayu miał swojski charakter. Nie spodziewałem się tylko tak niewielkiego grona znajomych, którzy przybyli do sklepu. Doprawdy zaskakujące, ponieważ o spotkaniu było wiadomo kilka tygodni przed 5 grudnia. Z drugiej strony, nie wypadło to najgorzej, bo czasem przecież lepiej spędzić czas w kameralnym gronie (większość uczestników meetingu znajdziecie na familijnej fotografii u góry).

Doskonale wiedziałem, czego można było spodziewać się po występie Roba Swifta na Hip Hop Run. Jednak 90% publiczności obecnej tego wieczoru w klubie Fama w ogóle nie miała pojęcia co konkretnie zaserwuje członek X-Menów. Po jednej z ostatnich rutyn Roba usłyszałem od zachrypniętego Bambosia najwłaściwsze podsumowanie wszystkich turntablistycznych popisów tego DJ-a - "teraz po tym, to możemy umierać". Nic dodać, nic ująć. Zawody DJ-skie jak i showcase'y największych sztukmistrzów maja to do siebie, że nie sposób opisać tego, co tam się działo a najlepiej obrazują je właśnie stwierdzenia tego typu. Oprócz kilku starych ale doskonałych rutyn X-Menów, Robert Aguilar zaprezentował całą gamę swoich możliwości, począwszy od wszystkich technik scratchu, a kończąc na backspinach i body tricksach. Z ogromną przyejemnością obejrzę zapis jego występu z Famy, który został zachowany dzięki Wojtkowi Gontarowi i Tomkowi Kuczyńskiemu. Rob Swift był zadowolony z końcowego efektu swojego pobytu w Polsce i w tym miejscu chciałbym przekazać serdeczne pozdrowienia od niego wszystkim osobom, które miał okazję poznać w ubiegły weekend!

W tym miejscu  chciałbym serdecznie podziękować Maćkowi Rantowi i Krzyśkowi Sienkiewiczowi z Dyskusyjnego Klubu Filmowego "GAG", Tomkowi Kuczyńskiemu oraz Białostockiemu Ośrodkowi Kultury za zrealizowanie imprezy Hip Hop Run; Lukiemu, Kostonowi i Bambosiowi (szacunek za pyszne gołąbki) za doskonałe przygotowanie spotkania we Free-Wayu i wszystkim osobom obecnym w tym miejscu; Krzyśkowi Kiziewiczowi i Arturowi Broniszewskiemu za wspólną opiekę nad Robem Swiftem i Ewelinie - za wszystko.


Pora na drugą stronę medalu. Kilka miesięcy temu podczas rozmowy z Franzem poruszyliśmy temat ewentualnego występu w Białymstoku Roba Swifta. Zastanawialiśmy się, czy białostoczanie w chwili, gdy będzie już ustalony termin wizyty Roberta Aguilara w naszym mieście, podejdą do tego z należytym szacunkiem i otwarcie przyjmą na Podlasiu członka The X-ecutioners i ILL INSANITY. Zakładaliśmy, iż z tym różnie może być, gdyż w stolicy województwa podlaskiego nie było do tej pory artysty hip hopowego kalibru Roba Swifta, co niosło ze sobą różnego rodzaju wady i zalety. Jak się okazało kompletnym brakiem szacunku dla całej imprezy i pana Aguilara wykazało się mnóstwo osób z tzw. białostockiego środowiska hip hopowego. Bo jak inaczej wytłumaczyć wszystkie poniższe fakty. Na imprezie z ekipy Freakish Style było obecnych (sic!) dwoje bboyi (Matius tańczysz jeszcze?) - Franz i Dziki. Widocznie reszta uznała, że Rob Swift jest w ogóle nierozpoznawalnym i niewartym zachodu DJ-em. WHSB również pojawiło się w okrojonym składzie lecz przynajmniej widać było, że ta impreza nie jest im obojętna. Białostoccy raperzy? Poza występującymi Cirsonem, Kornikiem i KZS Crew nikogo więcej nie widziałem. Ale rzeczywiście, zupełnie zapomniałem o tym, iż wszyscy pozostali są w stanie zauważyć tylko czubki własnych butów i na hasło "Rob Swift" reagują zupełnym brakiem zainteresowania. Kolejne brawa należą się DJ-om z naszego miasta, których oczywiście także nie było w Famie poza Auricomem, Frankxem (nie mam pojęcia czy dalej zajmuje się DJ-ingiem) i tymi, którzy występowali (Shum, EsDwa). Na zdrowy rozum każdy kto chełpi się mianem "DJ-a" powinien stać w pierwszym rzędzie podczas showu Swifta i podziwiać jego występ, bo nigdy nie osiągnie takiego poziomu jak on. Zapomniałbym o Fejmie i Bejbim, którzy pojawili się pod koniec show Roba przy okazji wprowadzając niemile widzianych gości na tym evencie, którzy o mały włos nie doprowadzili do pięknego zakończenia Hip Hop Run. Pozostali pewnie uważają, iż pan Aguilar jest nikim ważnym i mają skillsy i doświadczenie kilka razy większe od niego. Writerzy? Licznie przybyli w sile sztuk liczących kilka osób. Doprawdy imponujące. Gdzie się podziali wszyscy freestyle'owcy, którzy jeszcze do niedawna czynnie brali udział w ustawkach organizowanych w klubie Loft? Fenix i Sosen to nie są wszyscy. Podobnie sprawa tyczy się wielu osób, które niby są związane z hip hopem tym mieście lecz jakimś dziwnym trafem nie byli obecni na imprezie z udziałem jednego z najlepszych DJ-i na świecie. Białystok w idealny sposób pokazał jak bardzo jest hip hopowy i oddaje szacunek dla wielkich osobistości związanych z ta kulturą. Ile osób 5 grudnia wiedziało kim jest właściwie Rob Swift? Daj Boże, żeby to było 50-70 osób. Jak do tego dodamy fakt, że w sobotni wieczór w Famie było obecnych mnóstwo przypadkowych osób, którzy przyszli głównie dlatego, bo na plakacie zauważyli ciemnoskórego faceta pochodzącego z USA, to otrzymamy pełny całokształt wyglądu tego gigu. Wiadomo - w naszym mieście występ jakiegokolwiek artysty ze Stanów Zjednoczonych to rarytas, więc jeżeli dostrzeżemy kogoś zza Wielkiej Wody na flyerze, to musimy się tam pojawić. Często słychać pojękiwania "w Białymstoku ciągle to samo, nic ciekawego się nie dzieje, znowu po raz 386 przyjeżdża do nas Peja, Ostry, ile można, chciał(a)bym czegoś nowego". Jak przychodzi co do czego i pojawia się okazja do uczestniczenia w zacnym evencie okazuje się, że 20 zł za bilet wstępu na imprezę to zbyt duży wydatek lub jak nie zjazd na uczelni, to kolacja u babci, chora noga czy "zapomniałe(a)m". Over The Top i Hip Hop Run w koronny sposób pokazały szacunek i zainteresowanie białostoczan eventami hip hopowymi. W każdej chwili można byłoby zaprosić do Białegostoku pełno rozmaitej maści artystów, od DJ Hondy, Reksa, Termanologiy'iego przez Percee P, DJ Vadima, DJ Revolutiona a kończąc na Crown City Rockers, czy KRS-One. Tylko jaki sens w tym? Aby znowu była powtórka z rozrywki? Chyba, że nagle wszystko się zmieni jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i nastaną złote czasy dla imprez w stolicy podlaskiego. Notabene, czy ktokolwiek jeszcze twierdzi, że w naszym mieście istnieje "scena hip hopowa"?

niedziela, 6 grudnia 2009

Fotorelacja z imprezy Hip Hop Run

Trudno uwierzyć w to co się stało wczoraj. Legenda skreczu, jeden z najbardziej respektowanych turntablistów na świecie, Rob Swift, grał u nas w Białymstoku. Piąty grudnia 2009 roku z pewnością zapisze się w historii hip hopu w tym mieście. Jak omylnie myślałem, klub Fama, nie "pękał w szwach" od tłumów, ale Ci co przybyli byli zachwyceni. Odbyło się także spotkanie z Robertem Aguilarem w skateshopie Free-Way, na którym można było zadawać pytania, porozmawiać i zjeść polskie przekąski z gościem z USA.

Obok DJ-a Roba Swifta zagrali również :
DJ Aspirins, DJ czech, EsDwa, BBC (Białystok Beatbox Crew) + gościnnie Cira, KZS Crew + gościnie Kornik, WHSB + goście

Zapraszamy do obejrzenia krótkiej fotorelacji.













sobota, 24 października 2009

Relacja z jamu graffiti - Białystok, 23.10.2009 r.

W ramach Jesieni Studenckiej wczoraj (23.10) odbył się graffiti jam na terenie Politechniki Białostockiej. Na cały event ogólnie nie przybyło zbyt wielu ludzi, chociaż było bardzo klimatycznie. Pracę writerom umilała muzyka serwowana przez EsDwa, a finalny koncert zagrali ZMNŚ (Za Młodzi Na Śmierć), czyli Praktis, Del, Jopel i Kisiel. Za całym wydarzeniem stały dwie studentki Uniwersytetu w Białymstoku - Karolina i Agata, dzięki którym wszystko zaistniało.

Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji!










piątek, 23 października 2009

Relacja z Independent Hip Hop Day vol. 2


Jestem winien czytelnikom UCTL relację z wydarzenia kulturalnego jakie miało miejsce 13 października w białostockiej Kawiarni Fama, co też niniejszym czynię. Impreza pod nazwą Independent Hip Hop Day vol. 2 odbyła się w ramach corocznego festiwalu Underground.pl organizowanego przez Białostocki Ośrodek Kultury. Pierwsza edycja IHHD przyciągnęła dużą publiczność i pozostawało mieć nadzieję, że w tym roku frekwencja będzie podobna. Pomimo dość niesprzyjającemu terminowi (wtorek, czyli przeciętna data na organizację eventów w Białystoku) w Famie zebrała się w miarę liczna publika. Co prawda daleko było do powtórzenia wyniku z 2008 roku lecz klub nie świecił pustkami, a zarazem można było spokojnie ulokować się na miejscu.

Independent Hip Hop Day vol. 2 składał się z trzech części. Na pierwszy ogień otrzymaliśmy pokaz filmu Back To HHK '05-'09 będący przekrojowym materiałem przez cztery edycje festiwalu Hip Hop Kemp (lata 2005, 2007, 2008 i 2009). Za powstanie dzieła odpowiedzialni byli przede wszystkim Krzystof Kiziewicz, Robert Burzyński i Adam Puciłowski, którzy zajęli się montażem. Rzecz jasna, Back To HHK '05-'09 jest projektem stricte amatorskim przedstawiającym największy event hip hopowy w Europie Środkowej oczami zwykłego śmiertelnika. Film momentami był zbyt długi i męczący, żeby nie powiedzieć monotonny. Osobom, które do tej pory ani razu nie pojawiły się w Hradec Kralove mógł zupełnie nie przypaść do gustu, ale wiadomo - był skierowany do przyjaciół i znajomych twórców.

Drugim punktem wydarzenia, które śmiało można uznać za gwóźdź wieczoru, była freestylowa Bitwa O Białystok. Battle miało doprawdy godną obsadę, gdyż tego wieczoru w Białymstoku pojawiło się czworo zwycięzców Wielkiej Bitwy Warszawskiej - Rufin MC w roli prowadzącego oraz Muflon, Pogo i Flint już jako uczestnicy bitwy. Do tej trójki dołączyli Sosen, 3-6 i Fenix. Do białostocko-warszawskiego zestawu aktorów Bitwy O Białystok należy dodać jeszcze kompetentne jury w składzie Te Tris, Roball i Andrzej Bajguz i DJ-a Chwiała odpowiedzialnego za dobór bitów. System walk, czyli każdy z każdym okazał się męczący zarówno dla uczestników battle jak i publiczności. Trudno było bowiem przebrnąć przez 15-cie walk bez znużenia. Warto podkreślić, że bitwa stała na bardzo porządnym poziomie. Nie zawiedli goście ze stolicy, którzy pokazali się z jak najlepszej strony. Zwycięzcą Bitwy O Białystok został Muflon, któremu należą się największe słowa uznania. Widać było, iż rozkręca się powoli z walki na walkę i pełnię swoich możliwości zademonstrował w finałowej walce z 3-6 (pierwszy pojedynek między nimi wygrał ten drugi) w popisowy sposób miażdżąc oponenta. W nagrodę wraz z przegranym otrzymali pamiątkowe dyplomy i nagrody pieniężne. W tym miejscu należy się prztyczek publiczności, która niejednokrotnie nie umiała trzeźwo ocenić poziom poszczególnych walk i nie doceniała wielu dobrych linijek.

Trzecim elementem imprezy były występy dwóch białostockich ekip bboyowych - WHSB i Freakish Style w rytm muzyki serwowanej przez EsDwa. Wszyscy solidnie się spisali pozostawiając po sobie co najmniej przyzwoite wrażenie. W takim razie może od czasu do czasu na białostockie eventy będą zapraszani bboye?


Independent Hip Hop Day vol. 2 podobnie jak pierwszą edycję imprezy, można uznać za sukces. Niestety, podobnego typu eventy nie wyrosną nagle w Białymstoku jak grzyby po deszczu, więc do następnego kreatywnego wydarzenia przyjdzie nam poczekać zapewne ładnych kilka miesięcy.

Fotorelacja? Jeżeli Marta Jankowska znajdzie chwilę wolnego czasu, to z pewnością będzie.

poniedziałek, 19 października 2009

(Foto)relacja z koncertu promującego album Te Trisa "Dwuznacznie" - Klub Loft, Białystok, 09.25.2009


25 września w białostockim klubie Loft odbył się koncert promujący album Te Trisa Dwuznacznie, na którym oprócz tego wykonawcy wystąpili EsDwa & Pogza oraz O.S.T.R.. Przy okazji wpisu dotyczącego tej imprezy obiecałem zdanie relacji po zakończeniu tego eventu. Miałem to uczynić znacznie wcześniej, ale co się odwlecze to nie uciecze.

Na początku chciałbym podkreślić pełen profesjonalizm organizatorów, którzy postarali się o bardzo rzetelne przygotowanie koncertu. Nie było żadnych obsuw czasowych, wszystko przebiegło zgodnie z planem i bez żadnych zgrzytów. Słowa uznania należą się także akustykom, dzięki którym przyjemnie było odbierać występy poszczególnych wykonawców. Zastanawiałem się przed tym wydarzeniem kulturalnym jaka będzie publiczność i czy wiele osób wybierze się do Loftu głównie po to aby zobaczyć koncert Ostrego, bo jak wiadomo posiada on w całym kraju liczne grono wielbicieli. Pod tym względem nie było jednak tak źle, ba! ogromna większość ludzi oczekiwała przede wszystkim występu Te Trisa, a O.S.T.R. stanowił dla nich bardziej deser.

Pierwszy koncert rozpoczął się o godzinie 21:30 i mogliśmy wtedy przywitać na małej loftowej scenie duet EsDwa & Pogz. Występ członków Wiesz O Co Chodzi był krótki i z tego co można było zaobserwować, publiczność dość przeciętnie odebrała performance Szymka i Karola. Nie mam pojęcia dlaczego tak się stało, może część z nich potraktowała białostoczan jako zwykły support przed występem Te Trisa, co było błędem. Szkoda, mam nadzieję, że w bliższej lub dalszej przyszłości będziemy mogli usłyszeć na żywo obu panów. Po tym koncercie Pogz pozostał na scenie aby towarzyszyć i wspierać Adama Chrabina, dla którego był to ważny koncert stanowiący również oficjalne release party Dwuznacznie. Jak wypadł Te Tris? O jego występie najlepiej świadczy fakt, że sam artysta stwierdził, że był to jego najlepszy z dotychczasowych koncertów, a wykonany na samym końcu scene diving (po raz pierwszy w karierze) mówi sam za siebie. Reprezentant Siemiatycz bardzo dobrze czuł się na scenie, widać było pewność siebie i pełen luz. Warto wspomnieć o doskonałym kontakcie z publicznością, w czym wyraźnie pomógł też Pogo. Koncert żywiołowy, dynamiczny, podczas którego na pewno nie można było się nudzić. Na sam koniec nawet Tort przemówił do mikrofonu, ale to już inna bajka.

Przyznam się, że od kilku lat nie mogę słuchać Ostrego, zarówno jeśli chodzi o jego albumy studyjne jak i występy na żywo. Przejadł mi się totalnie i dlatego też nie byłem zbytnio zainteresowany jego koncertem. Muszę przyznać jedno - jeszcze nigdy nie widziałem aż tak fatalnej fryzury łodzianina do tej pory nie widziałem. Rozumiem, każdy mężczyzna prędzej czy później zaczyna łysieć, pojawiają się zakola i nie wszyscy faceci dbają o swoje uczesanie lecz zaprezentowanie przez pana Ostrowskiego kołtunów włosów ułożonych na czole w trzy kłosy okrutnie mnie rozbawiło. Pomijam już fakt, że całościowo prezentował się niczym grany przez niego kloszard z teledysku do Ile Jestem W Stanie Dać, ale to żadna nowość. Utkwiło mi w pamięci piękne pożegnanie jakim uraczył zgromadzonych ludzi w klubie Loft raper i producent w jednym. Jeszcze nigdy do tej pory nie słyszałem od Ostrego, żeby "po wyjściu z koncertu pamiętać o biednych dzieciach z domów dziecka". Z pewnością zapamiętałem na kilka najbliższych tygodni. Po wszystkich występach odbyło się jeszcze after party, na którym jednakże już nie zabawiłem, ponieważ udałem się do Odeonu, gdzie grał EsDwa (ewakuował się z Loftu od razu po swoim występie).

Podsumowując, impreza jak najbardziej wypaliła. Wszyscy ci, którzy przybyli tego piątkowego wieczoru do klubu Loft na pewno nie wyszli stamtąd zawiedzeni.

Poniżej chciałbym zaprezentować fotorelację z tego wydarzenia kulturalnego.
Fotografie: Marta Jankowska

















wtorek, 8 września 2009

Relacja z koncertu Pezeta & Małolata w USA








Od jakiegoś czasu przebywam w USA w stanie Connecticut, w niewielkim mieście New Britain. Odbywa się tu niewiele koncertów rapowych, czy jakichkolwiek eventów z dziedziny hip hop. Nie znaczy to że nic się nie dzieje, wręcz przeciwnie, co drugi Portorykańczyk czy Afroamerykanin prezentuje się w tak modnej “New Erze”, z samochodów słychać czarne brzmienia i jakieś freestyle w parku. Jest tu także sporo białych mieszkańców w tym Polaków. Nie dziwią zatem polskie koncerty.

W Ostania niedzielę (06.09.09) miałem okazję być na show Pezeta i Małolata w klubie Arkadia w mieście New Britain. Wejście na imprezę było już od godziny 8PM, a sam koncert zaczął się od 11PM. Samo miejsce nie było złe, od sporego baru i lożach na wzniesieniu do sceny dzieliła jeszcze duża przestrzeń. Przybyłych ludzi nie było zbyt dużo, (omylnie sądziłem, że ciężko będzie się przedrzeć wśród tłumu, licząc po ilości aut) powiedzmy średnia przybywających na polskie koncerty w polskich miastach. Od momentu usłyszenia pierwszych dźwięków czułem się o dziwo jak w domu! Polski show, polski klub no i… polskie nagłośnienie – czyli widać, a nie słychać. Dziwiła mnie także spora liczba osób, już przy supporcie pytająca “czy to on?! To Pezet czy nie??”, a następnie “który to Małolat??”. Zacząłem podejrzewać, iż “wierni fani” niekoniecznie muszą mieć wyrobioną świadomość muzyczną jeżeli chodzi o ten gatunek. Ale wróćmy do samego koncertu. Przez pierwsze cztery kawałki nie słyszałem kompletnie nic, dopiero po rozpoznaniu beatu zgadywałem co autorzy mogą rymować. Po nastrojeniu sprzętu była zmiana na lepsze, ale dalej nagłośnienie kulało. Mogliśmy usłyszeć takie kawałki jak Gdyby Jutra Miało Nie Być (fragment do obejrzenia poniżej),  Seniorita, Powiedz Na Osiedlu oraz track który najlepiej znali wszyscy (wg mojego odczucia) - Szósty Zmysł. Dziwiły przerwy podczas koncertu, gdzie nikt nie wiedział co się dzieje, cytując Pezeta “dajcie jakiś beat bo kurwa zasnę”. Wszystko trwało ok 50min a końcówka wyglądała tak, że wykonawcy po prostu zniknęli z pola widzenia “fanów”. Pezet grał nie dość pewnie (miałem okazje zobaczyć go na wielu koncertach), a Małolat wydawał się delikatnie mówiąc, wkurzony.

Podsumowując mogę napisać, że był to jeden z gorszych koncertów na jakich miałem okazje być. Po rozmowie z jedną osobą z ich ekipy koncertowej, usłyszałem, że nie wszystko było tak jak miało być, a raczej nie było tego co być miało w sensie plazm tv i dobrego nagłośnienia. Mam nadzieje ze ich dalsza trasa będzie wyglądała lepiej. Mogę napisać, że dzięki temu koncertowi poczułem się “niestety jak w domu”.

Fotorelacja z Outline Colour Festival 2009

W ubiegłą sobotę 5 września odbyła się część koncertowa Outline Colour Festivalu. W Łodzi wystąpili obok rodzimych artystów hip hopowych M.O.P. i Jeru The Damaja. Niestety nie udało mi się wybrać na tą imprezę lecz z Białegostoku wyruszyła na OCF dość liczna grupa miłośników zagranicznych wykonawców dzięki czemu miałem szybko zdaną relację z tego eventu. Poniżej chciałbym zaprezentować krótką fotorelację z tego wydarzenia.

Fotografie: Dżorcz