Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wywiady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wywiady. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 października 2009

Wywiad z bboyem Siemkiem (Freakish Style)


Powoli lecz systematycznie nadrabiam zaległości na U Call That Love. Tym razem przyszła kolej na opublikowanie wywiadu przeprowadzonego z bboyem Siemkiem z białostockiej ekipy Freakish Style, która już za kilka miesięcy będzie obchodziła 10-lecie istnienia. Na początek krótkie przedstawienie rozmówcy:

Bboy Siemek (Ziemowit Bogusławski) - absolwent AWF w Warszawie, nauczyciel wychowania fizycznego oraz instruktor gimnastyki, areobiku, breakdance i lockin.

Jeden z pierwszych tancerzy breakdance w Białymstoku, W 1999 roku współtworzył pierwszą oficjalną grupę breakdance w tym mieście -WHSB -White HillSide Breakers. Obecnie rozwija swoją pasję w grupie Freakish Style Crew - FAHS. Zaangażowanie i umiejętności zaowocowały wieloma nagrodami na turniejach tańca breakdance. Od 2001 roku uczy tańca, a jego uczniowie mają już na koncie osiągnięcia.

To instruktor o wyjątkowym poczuciu humoru, ceni w ludzicach pracowitość i upór w dążeniu do celu. Zawsze czujny i gotowy, by odkryć nowy talent.

Witam serdecznie. W ostatnich latach kultura hip hopowa mocno podupadła jeśli chodzi o wzajemne przenikanie się jej poszczególnych elementów. Nie tylko w Polsce słychać głosy, że raperzy i producenci nie dostrzegają DJi, bboyi, artystów grafitti i odwrotnie. Jak postrzegasz tę sytuację w Białymstoku jako bboy z długoletnim stażem?

Uważam, że zamykanie się na jakiekolwiek elementy kultury hip hopowej jest błędem i dobrze byłoby podjąć jakieś przedsięwzięcia aby to zmienić. Przede wszystkim należałoby organizować więcej imprez, ale jak wiadomo to są koszty. Gdyby udało się właśnie to zrobić byłoby super, ale pierwszą przeszkodą jest to, że u nas (w Białymstoku – przyp. red.) beatboxerzy, raperzy i bboye w ogóle nie trzymają się razem co jest błędem. Kiedyś było inaczej jak w przypadku cyklu imprez Hip Hop Don't Stop, podczas których wszyscy się spotykali i była jakaś spójność tego wszystkiego. Teraz tego nie ma i trzeba byłoby cokolwiek zrobić w tym kierunku aby to zmienić.

Właśnie jak wspomniałeś kilka lat temu w Białymstoku można było zauważyć zalążek sceny hip hopowej a obecnie jest o to trudno. Oczywiście pojawią się głosy, głównie młodych ludzi, którzy będą twierdzić, że jest inaczej ale nie ma co się oszukiwać – w Białymstoku pod tym względem nie jest kolorowo. Jak uważasz, czy za kilka lat młodzi ludzie, którzy mają teraz pasję i kiedy dojdą do głosu będą potrafili stworzyć scenę hip hopową?

Myślę, że oczywiście tak. Nie chciałbym w tym miejscu nikogo obrazić, ale uważam, że te stare środowisko zajęło się bardziej swoimi osobistymi sprawami i brakuje im chęci, motywacji aby stworzyć coś z młodymi ludźmi, którzy mają zapał do działania. Przykładowo, szykuję coś wielkiego, nie chcę zdradzać na razie co to będzie, ale zamierzam promować przez to młodych ludzi chcących wspólnie tworzyć w danej kulturze i rozwijać swoją pasję.

Jeśli chodzi o scenę, to trzeba pozwolić młodym ludziom, którzy chcą tworzyć i wspierać ich. Należałoby organizować imprezy, gdzie spotykałyby się ze sobą wszystkie elementy, czyli DJing, MC's, bboying, graffiti. Gdyby podczas takiej imprezy spotkało się kilka elementów i powstałyby przyjazne relacje między ludźmi, to by się udało. Problem jest taki, że ludzie muszą sami chcieć, otworzyć się na inne elementy. Przyznaję się, jeśli ktoś mnie pyta o beatboxerów, to owszem kilkoro znam. Jeśli pytają o zespoły hip hopowe, to wymieniłbym raczej te starsze, które pamiętam. Młodsze grupy nie są tak zauważalne, uważam, że są zamknięci. Jeśli chodzi o bboying, to jest WHSB (White HillSide Breakers) i Freakish Style (FAHS). Są młode koty, to trzeba przyznać takie jak moja ekipa OCB, które zaczynają iść w górę. Jeszcze są dzieciaki w innych grupach tak jak Cookies Crew, ekipa Artura „Franza” Broniszewskiego od nas (czyli z Freakish Style – przyp. red.). Jednak jak pytam ludzi o bboying, to odpowiedzą, że jest taka ekipa, podadzą nazwę lecz kto dokładnie tam tańczy – cisza.

Od kilku lat prowadzisz zajęcia poświęcone młodym adeptom bboyingu skupionych we wspomnianej grupie OCB. Czy widać u nich tą pasję, która towarzyszyła Tobie i Twoim przyjaciołom na początku nazwijmy przygody z bboyingiem?

W moim przypadku rozpoczęło się to w ten sposób, że dawno temu w 1996 roku obejrzałem w TV teledysk, w którym tańczyli bboye, Była to bodajże relacja z Battle Of The Year. To było inspiracją, tego nie było, a chciałem robić coś oryginalnego, więc zacząłem tańczyć. Z czasem pojawili się inni ludzie i tak pokrótce w 1999 roku powstało WHSB a rok później Freakish Style. Zaczynało się to powoli kręcić, był wielki boom na bboying i rozpocząłem prowadzić zajęcia. Czasem zdarzało się, że na jednej sali miałem 70-cioro dzieciaków, to była masa ludzi. Ale to bardziej była zajawka dla zajawki u niektórych. Teraz, kiedy mam dziewięcioletni staż samego uczenia, to mogę przyznać, że widzę gdy dzieciak przychodzi i ma wypisane w oczach, że chce, a nie robi to na pokaz. Zauważyłem, że ludzie z tzw. blokowisk czasem mają większe zawzięcie aby coś osiągnąć od tych, który przychodzą do klubu aby potrenować. Nie chcę nikogo urazić, ale często jest tak, że dzieciaki zobaczą jakiś teledysk i będą przychodzić krótko. Zdarzają się też przypadki, gdy u młodych ludzi występuje problem finansowy lecz oni cisną, ponieważ chcą się w tym rozwijać i to jest dobre. Moja grupa, Original Crazy Breakers, to w zasadzie są ulicznicy. Istnieje już cztery lata, i w zasadzie dopiero teraz obudzili się i zaczęli mieć
własną świadomość tego czego chcą w tym tańcu i cały czas cisną. Chcą już zawodów aby pokazać się i potańczyć. To mi się podoba u nich. Widać w ich oczach to „coś”, a u niektórych jest tylko lans.

A propos mody na taniec. Przyczyniły się do tego programy telewizyjne typu „You Can Dance” i dzięki temu Białystok w innych częściach kraju postrzegany jest jako wylęgarnia tanecznych talentów. Czyli mamy potencjał, ale z drugiej strony nawet na ulicach widać lans, co kilka lat temu byłoby nie do pomyślenia. Jak odniósłbyś się do tej sytuacji?

Uważam, że jest bardzo dużo ludzi, którzy mają potencjał taneczny tylko chodzi o to, aby oni to czuli a nie zostali wytresowani, bo już słyszałem takie opinie. Taniec trzeba czuć. Trzeba mieć odwagę wyjść samemu i zatańczyć w swoim własnym stylu. Zdarza się, że osoba przychodzi na zajęcia, uczy się choreografii a potem nie potrafi wykreować z tego własnego siebie. Tancerz powinien zinterpretować muzykę i przekazać w ten sposób coś od siebie. Na tym to polega. Teraz po tych programach jest lans, lans, lans. Zamiast tańczyć bardziej miziają się rękoma. Przede wszystkim taniec to nie są tylko ruchy rąk i nóg, a tułów. Jest to przejście z pozycji do pozycji. Taniec jest w tułowiu, biodrach. Jeżeli pracują one, to widać, że człowiek to czuje i płynie to z serca a nie tylko macha rękoma jakby odganiał się od much. Teraz jest na to moda, ja tego nie obrażam, ale wspólnie z siostrą, która tańczy dłużej ode mnie stwierdziliśmy, że to jest jak fala – przypływ i odpływ. W 2001 i 2002 roku był ogromny boom na bboying, potem nagle to zniknęło. Obecnie jest moda na różne rodzaje tańca, ale wiem, że za dwa lata już minie. Teraz wszyscy chcą tańczyć lecz tylko ci prawdziwi zostaną przy tym i dopiero za kilka lat będziemy mogli stwierdzić czy mamy talenty. Uważam, że są u nas talenty, ale musimy pomóc im się rozwijać a nie stworzyć maszyny do tańca. Osobiście jak uczę, to pokazuję w ten sposób aby moi uczniowie zrozumieli to i pokochali.

W takim razie, gdy pojawiasz się na zawodach w różnych częściach kraju, to jak ludzie z innych miast odbierają tancerzy z Białegostoku? Czy nadal nasze miasto postrzegane jest przez pryzmat starego WHSB I Freakish Style czy część osób kojarzy głównie postacie znane z kilku edycji „You Can Dance”?

Bboye mają bardzo ciekawe podejście jeśli chodzi o programy tego typu. Po prostu krytykują i ignorują, mają swój świat i reszta ich nie obchodzi. Uważam, że jest to trochę złe, ponieważ wtedy mają klapki na oczach i nie dostrzegają innych stylów tańca, które wypada szanować. Nawiązując do pytania, to starsi bboye z mojej dekady kojarzą Białystok głównie jako WHSB, natomiast młodsi zauważają bardziej Freakish Style, głównie dlatego, że pierwsza ekipa jeździ teraz na zawody jako sędziowie niż uczestnicy, tak jak np. Kruk. Obecni młodych bboyi za bardzo nie obchodzi, kto pojawia się na zawodach, liczy się dla nich wygrana i to jest też błąd. Ja nie jeżdżę na zawody z nastawieniem aby wygrać. Owszem, przygotowuję się do nich, ale uczestniczę w tym głównie po to żeby zmierzyć się sam z sobą. Lubię przebywać na scenie, poczuć tę adrenalinę i występować przed publicznością. To jest dla mnie największa satysfakcja. Najbardziej boli mnie to, że ludzie po tych programach telewizyjnych mówią o Białymstoku „a tam Roofi, Niecik i Fair Play Crew”. Młodzi ludzi jednak w ogóle nie wiedzą, że oni kiedyś też byli bboyami lecz poszli w inną stronę i to trzeba uszanować. Dzięki temu, że w ostatnich latach dużo jeździmy na zawody jako Freakish Style, to zaczynają nas kojarzyć. Natomiast WHSB w oczach osób z innych miast to głównie Kruk, Rogal. Uważam, że w starszych ekipach byli inni ludzie,. Chciałbym przypomnieć ludziom właśnie o tych osobach. Mam na myśli tutaj głównie mojego kumpla Karola Hoduna.

Jaki jest obecnie poziom bboyingu w Polsce? Czy można spiąć się jeszcze o szczebel wyżej? Po ostatnich sukcesach Polaków na imprezach o randze nawet międzynarodowej jak wygrana Funky Masons na zawodach Freestyle Session Europe 2009, pojawiły się głosy, iż właśnie w tej chwili jest najwyższy level bboyingu. Czy zgadzasz się z tą opinią?

Uważam, że nigdy nie można powiedzieć czy jest najwyższy, ponieważ jeżeli ktoś tak mówi, to już spoczął na laurach a nie o to chodzi. W tej chwili mamy grupę, która w ostatnim czasie bardzo wiele osiągnęła, czyli Funky Masons zrzeszająca ludzi z różnych ekip. Taki składak bboyi z kilku miast. W tym miejscu przytoczę słowa Krzyśka Kiziewicza: „ekipa to jest grupa ludzi, którzy razem się trzymają i są z jednego miasta, ekipa to nie jest zlepek ludzi z kilku miast. Zgadzam się z tym, że ekipa powinna mieć swoją własną tożsamość, ale nawet w naszej ekipie czy w WHSB są ludzie z innych miast. Mi się nie podoba to, że grupa składa się z ludzi, którzy przyjeżdżają tylko na zawody, to nie ma klimatu. Jednak dzięki połączeniu najlepszych bboyi z kraju tak jak w przypadku Funky Masons spowodowało to, że osiągnęli oni bardzo dużo także na arenie międzynarodowej jak dojście do ćwierćfinału podczas finału Freestyle Session w Stanach Zjednoczonych. Spowodowało to, że Polacy poszli bardzo w górę. Nawet Alien Ness dwa lata temu stwierdził w swoich rankingach, że Polska jest najlepiej rozwijającym się krajem pod względem bboyingu i jesteśmy jednym z lepszych państw jeśli chodzi o organizację imprez. Oczywiście, można osiągnąć więcej, bo są młode koty, którzy rozwijają się, ale muszą oni rozumieć to, co robią żeby klimat bboyingu był coraz lepszy.

Octagon i Over The Top. Dwie imprezy, z których Białystok jest już znany nie tylko w Polsce lecz także zagranicą, Jak postrzegasz te wydarzenia jako współuczestnik, a z drugiej strony jako widz tej imprezy?

Pokreślę, że ubiegłoroczna edycja Octagonu w Białymstoku była eliminacjami do finału tej imprezy, który odbył się w Szwajcarii. Z naszej ekipy pierwsze miejsce zdobył Sem, a w finale znalazł się drugi nasz reprezentant. Octagon to jest loteria i nie raz bboye, którzy mogli spokojnie wygrać całe zawody odpadali przez potrącenie octagonu, a dobrzy tancerze, którzy byli ostrożni przechodzili dalej. Octagon to jedna z lepszych imprez dla mnie jeśli chodzi o organizację, w świetnym miejscu jakim jest Pałac Branickich. Over The Top jest imprezą, na którą zapraszani są najlepsi bboye z Polski i świata aby sprawdzić się w walkach bez sędziów. Najbardziej podobała mi się pierwsza edycja tej imprezy, ze względu na battle pomiędzy Huherem a Kleju. Walczyli prawie pół godziny, a Huher niemal padł ze zmęczenia. Pokazuje to prawdziwy bboying. Pozostałe edycje, to nie było to samo. Bboye pokazywali po pięć setów i koniec. Dobrą walką z 2008 roku była pomiędzy bboyem Yanem a Mennohem, a niektórzy z zaproszonych uczestników imprezy wykonali jedynie po cztery - pięć setów i tyle.

Wiele osób najlepiej zapamiętało Over The Top z 2007 roku ze względu na battle pomiędzy Machinem i Atą. Pierwszy zrobił popisowy show lecz niektórzy za zwycięzcę tego pojedynku uznali Fina. Jakie jest Twoje zdanie?

Wyraźnie było widać, że jeden i drugi są inni w tym co robią. Ja się jaram bardziej Atą, który jest moim dobrym kolegą. Poznaliśmy się bodajże cztery lata na Warsaw Challenge. On jest osobą, która nie obnosi się z tym, co robi. Jest otwarty na ludzi, stara się mieć jak najwięcej przyjaciół. Zarówno on jak i Machine bawią się tańcem. Mamy dwie postacie – jedną bardzo akrobatyczną i drugą, która przywiązuje większą wagę do footworków. Dla mnie oboje są dobrymi bboyami i nie jestem w stanie powiedzieć kto wygrał. Nie chciałbym być sędzią podczas takiej walki. Trzeba przyznać, że Machine zrobił duże show.

Dodam, że inną konkretną walką była pomiędzy bgirls – Zofią i Emilką. Dziewczyny pokazały, że są bardziej zawzięte i uparte od facetów.

Przejdźmy do kwestii wyjścia bboyingu na salony i odbiór tego elementu kultury hip hopowej przez media, które nadal traktują wszystko co związane z hip hopem bardzo po macoszemu i gonią za sensacją. Jak Twoim zdaniem zmieniło się na przestrzeni lat podejście mediów do breakdance'u w naszym kraju?

Media zawsze chcą zrobić jak największe show, żeby była wysoka oglądalność. Najczęściej biorą takie osoby, które skaczą jak małpki i fikają salta i ludzie myślą „wow, to jest bboying”. Nie, kręcenie akrobacji jest tylko dodatkiem do tego czym jest taniec, czyli top rocking, footwork co jest najważniejsze w tym. Cała reszta jest dodatkiem. W mediach chodzi o to, żeby było co pokazać.

Wchodzenie bboyingu na salony to strona komercyjna. Wiadomo, każdy musi zarobić żeby pojechać na zawody. To kosztuje a trzeba mieć pieniądze aby mieć za co opłacić nocleg, itp. Wszystkie chałtury i występy, to są dodatkowe pieniądze.

Po takich sytuacjach padają stwierdzenia, że się sprzedałeś, nie tylko tyczy się to bboyingu lecz także pozostałych elementów kultury hip hopowej w Polsce, ponieważ w naszym kraju mamy krzywe spojrzenie na stronę komercyjną hip hopu.

Muszę stwierdzić, że to zgadza się, ludzie tak mówią. Jednak prawda leży pośrodku. Jeden robi w ten sposób, a drugi nie potrafi tego, nie umie sprzedać się, dać odpowiednie show, ma inne do tego podejście. Stąd takie zgrzyty. Uważam, że jest to bez sensu. Najśmieszniejsze, że ludzie, którzy krytykują takie rzeczy, jarają się takimi bboyami jak Focus, Cloud, Storm, Ivan, Salah, Mr. Wiggles, Crazy Legs. Przepraszam bardzo a czy oni nie są komercyjni? Przecież Focus współpracował z Bomfunk-Mc's, Flying Steps występowali w teledyskach muzyki elektronicznej. Bboy Ivan i Cloud występowali dla Madonny i wielu innych gwiazd, tak samo Storm. Jeżeli ktoś później mówi mi, że się sprzedałem, to dlaczego oni mogli a ja nie? Myślę, że to może być kwestia bardziej zawiści, co Polacy mają w sobie. Nie jesteśmy tolerancyjnym narodem. Ale prawda jest taka, że aby się utrzymać trzeba sobie w różny sposób radzić i czasem wychodzi ta ciemna strona bboyingu. Zdarzają się też sytuacje, kiedy najlepsi bboye nagle znikają i pojawią się pytanie: „co się z nimi stało?”. Potem wychodzi, że jeden pracuje w banku i nie ma już czasu, drugi musi utrzymać żonę i dziecko itd. Takie są realia. Często bboye to nie są bogaci ludzie i tak znikają ci najlepsi. Najgorsze jest to aby umieć połączyć to ze sobą aby dalej to rozwijać. Wtedy zaczyna się harówa.

Dobrze powiedziane, że wielu zacnych bboyi nie wywodzi się z bogatych rodzin. Można stwierdzić, że właśnie oni są prawdziwymi ulicznikami, ponieważ z reguły większość bboyi podstaw tego tańca poznawało na streecie. Czy uważasz, że serce bboyingu znajduje się właśnie na jamach organizowanych na ulicach? Czy coraz większa obecność breakdance'u w studiach tanecznych wychodzi na dobre?

Wielu dobrych bboyi na świecie wywodzi się ze szkół tanecznych, a potem jak dorośli to sami się rozwijali. Jednak mnie wychowała ulica. Kiedy zaczynałem tańczyć, to nie było żadnych studiów tanecznych ani sal, gdzie można było szkolić umiejętności. Wspólnie z Kiziakiem, Hodunem, Guzkiem, Mirkiem, Siniakiem przez wakacje tańczyliśmy na macie na Stadionie Miejskim na 11 Listopada. Potem jak rozpoczynał się rok szkolny, to zajmowałem parkiet na korytarzu w szkole i dyrektor zaproponował mi salę gimnastyczną w XI LO, gdzie tańczyliśmy przez dziewięć lat. Ale jak przychodziły ciepłe dni, to Siemek wychodził z matą przed blok i kosztem większych kontuzji ćwiczył na ulicy. W tym roku zrobiliśmy tylko dwa streety, ze względu na szkołę, pracę.

Teraz to przeniosło się do studiów tańca, gdzie możesz zadbać bardziej o swoje umiejętności. Ale często wobec ludzi z takich miejsc używa się określenie „studio dancer”.

Rozpoczynałeś swoją karierę bboyową jeszcze w latach 90.tych ubiegłego wieku. W tamtym okresie nie było jeszcze ogólnie dostępnego internetu, nie było jak wspomniałeś szkół tańca i dostęp do informacji jak to wszystko powinno wyglądać był bardzo ograniczony. Jestem ciekaw jak było w Twoim przypadku odnośnie zdobywania wiedzy dotyczącej bboyingu i skąd ją czerpałeś.

To było tak: Siniak miał internet. Rachunki były takie, że jego rodzice opieprzali za to, ze my przez pół dnia ściągaliśmy z internetu 3-minutowy filmik i potem następny. Nie było filmów instruktażowych tak jak jest teraz. Potrafiłem siedzieć w sobotę i niedzielę całymi dniami przed telewizorem i czekać kiedy pojawi się choć jeden teledysk albo relacja z imprezy, w którre będzie pokazany breakdance. Nagrywałem to, a potem klatka po klatce przewijałem i oglądałem jak ktoś wykonuje daną figurę aby się tego nauczyć.

Czyli zajmowałeś się studiowaniem.

Studiowałem fizykę ciała, jak skręcam nogami, jak pracują biodra, jak układam ręce i nadgarstek aby go nie wykręcić, jak podstawiam głowę. W ten sposób się tego nauczyłem. Tak było przez dwa lata. Ważne aby być upartym.

Na samym początku wspomnieliśmy o cyklu imprez hip hopowych Hip Hop Don't Stop, podczas każdy poszczególny element hip hopu był traktowany na równi. Obecnie na imprezach bboye często stanowią jedynie tło i wypełniacze czasowe pomiędzy występami raperów. Dlaczego breakdance w dzisiejszych czasach jest przez wielu ludzi traktowany jako druga kategoria hip hopu?

Zrobiła się moda na teledyski, koncerty wyłącznie grup hip hopowych. Rap poszedł do przodu i zapomniał o bboyingu. Ja bardzo dawno temu chciałem aby podczas koncertu mogliśmy potańczyć tak jak to miało miejsce przy występie Yarah Bravo na białostockich juwenaliach. Nie pamiętam kiedy ostatnio było coś podobnego. Nie wiem dlaczego tak jest, może organizatorzy boją się, że zechcemy wziąć za to pieniądze? Wielu członków naszej ekipy neguje polski hip hop i wolą potańczyć przy funkowych brzmieniach. Dlatego możecie nas spotkać w piątki w Odeonie na imprezach granych przez EsDwa.

Dziękuję za rozmowę.





Kontakt do Siemka: bboysiemek@o2.pl

niedziela, 29 marca 2009

Wywiad z moka-T i Makulem

Jak zdążyliście zauważyć, mamy obecnie zastój na U Call That Love jeśli chodzi o regularne publikacje lecz uwierzcie nam, iż pracujemy od dłuższego czasu nad kilkoma poważnymi przedsięwzięciami, o których już całkiem niedługo będziemy mogli wszystkich poinformować. Mimo tego, że jesteśmy zapracowani, to.udało nas się przeprowadzić wywiad z duetem moka-T i Makul, o których informowaliśmy jakiś czas temu na łamach UCTL. Życzymy miłej lektury tego obszernego wywiadu.


Witam serdecznie. Jestem niezmiernie rad, że mogę przedstawić duet Moka-T i Makul internautom i polskim słuchaczom. Dlatego też pierwsze pytanie będzie dotyczyło Waszych początków z hip hopem. Wiem, że oboje zaczynaliście jeszcze w latach 90-tych. Jakie były Wasze pierwsze projekty i czy na przestrzeni minionych lat jesteście z nich zadowoleni?

Makul: Cześć i dzięki za zaproszenie. Moje zainteresowanie hip-hopem rozpoczęło się jakoś pod koniec szkoły podstawowej (około roku 1994). Wtedy bardzo blisko przyjaźniłem się z Nawerem w Mad Crew i to on zaraził mnie miłością do tej kultury. Chodziłem wtedy do szkoły muzycznej i interesowałem się dość mocno komputerową sceną DEMO. Miałem Scream Trackera (legendarny już dziś sequencer stworzony przez niejakiego Psi z fińskiego składu scenicznego Future Crew), więc nie zastanawiałem się długo i zacząłem próbować swoich sił w robieniu bitów. Fakt, że słuchałem nie tylko hip hopu, ale również jungle i trip-hopu, wpłynął (i do dziś wpływa) bardzo na charakter moich produkcji.

Pierwsze projekty to były dość osobliwe rzeczy. Bardzo ciężko było wtedy o sample, nie było tak jak dziś łatwego dostępu do Internetu, sprzętu, płyt z samplami itd., więc kradło się co się dało – zwłaszcza brzmienia perkusyjne. Często brałem jakiś szybki junglowy bit i spowalniałem go, żeby uzyskać efekt brudnego loopa, do tego dokładałem jakieś przedziwne odgłosy i teksty z bajek na winylach, układałem je w, powiedzmy, „logiczną” całość. Wychodziły z tego mniej lub bardziej ciekawe rzeczy. Potem zrobiło się nieco poważniej, bo rozpocząłem współpracę z moim bliskim przyjacielem, Jurkiem Wcisło, który jest człowiekiem orkiestrą i mega mózgiem muzycznym. Zaczęliśmy tworzyć utwory oparte bardzo mocno na twórczości The Prodigy (w szczególności „Experience”) – czyli junglowe bity, szybkie motywy na pianinie; dogrywaliśmy nawet żywy klarnet czy skrzypce. Robiliśmy też bity hip-hopowe inspirowane rapem francuskim, zwłaszcza produkcjami duetu Zdar & Boom Bass produkującym dla MC Solaara. Potem niestety nasze drogi rozeszły się na kilka lat, a ja zacząłem robić rzeczy stricte hiphopowe. Końskie są miastem, w którym (głównie dzięki Feel-X'owi) hip-hop bardzo wcześnie zaczął być widoczny na ulicach, było więc sporo osób zajmujących się robieniem graffiti i rymowaniem. Miałem zatem z czego wybierać jeśli chodzi o MC's. Przez długi czas najlepszym MC w Końskich pozostawał Smech z Mad Crew. To on szkolił młodszą kadrę, m. in. Kowala, 3bola czy OWNa. Powstawało w tamtym okresie bardzo wiele kawałków do zarówno moich jak i Feel-X'a bitów, ale nigdy nie były to (przynajmniej w moim przypadku) jakieś konkretne projekty – po prostu nagrywka za nagrywką. Wtedy robiło się to z czystej zajawki, nie było planu na nagranie demo – po prostu puszczaliśmy kawałek w miasto. I to było piękne.

Około roku 2000 nastąpił przełom w mojej twórczości. Poznałem Kosmiego, człowieka, w którym widziałem poza przyjacielem, materiał na przekozackiego MC. Zaczęliśmy współpracować i przez klika lat stworzyliśmy około trzydziestu naprawdę dobrych kawałków (większość z których niestety bezpowrotnie przepadła). Potem dołączył do nas Anem – bardzo utalentowany MC, a ostatnio też i turntablista. Wymyśliliśmy nawet niesamowicie oryginalną nazwę dla naszego zespołu – eMAKa i pod tym szyldem zagraliśmy kilka koncertów, między innymi w Bartoszycach i w Częstochowie. Niestety, około roku 2003 dopadł mnie jakiś kryzys, rozstałem się z chłopakami i praktycznie przestałem robić bity. Zająłem się tworzeniem muzyki do krótkich filmów, gier i prezentacji multimedialnych. Trwało to do momentu, aż poznałem moka-Ta, dzięki któremu moja miłość do rapu na nowo zakwitła. Od tamtej pory zaprzyjaźniliśmy się bardzo blisko, co oczywiście przełożyło się na współpracę na polu muzycznym. Owocem tej współpracy jest właśnie nasz pierwszy singiel.


moka-T: Pierwsze nagrania, na które zwróciłem uwagę jako gatunek i coś co nieświadomie mnie uzależniło, dotarły do mnie około 1994 roku. Kasety od kolegi do kolegi, przegrywanie, chwalenie się co za taśmę zdobyłem ja czy kumpel, pozwoliły mi na powolne odkrywanie hip hopu. Odnośnie moich pierwszych kroków z rapem, to rok 1998 mógłbym uznać za początki, a raczej raczkowanie w tej dziedzinie. Jednak nie było to coś szczególnego, a raczej kilku wersowce bez ładu i składu nagrywane pod „jamnika”. Pierwsza styczność z mikrofonem miała miejsce jakieś 1,5 roku później. Co do pierwszych projektów – 2 pierwsze, luźne traki, z kolegą Jarkiem, puściliśmy chyba w 2000, (nagrane na kasecie, w 2 egzemplarzach, których niestety nie mam). Rok 2001 – pierwsze demo(cd) nagrane z ekipą EWL aka ewolucja „i wszystko zaczyna się od nowa” (w składzie mcs: S klasa, Gie(MC i producent), what?R(mc i producent) , cart1 (dziś moka-T), deki : Simon, Okland. Drugie demo(cd) puściliśmy w obieg w 2004 jako versus banda „ promo – cja” (w składzie mcs: S klasa, what?R(mc i producent) , mocart1 (dziś moka-T), deki : Mixtura , Simon. W tym też składzie zagraliśmy (pierwszy i ostatni) koncert w Olkuszu, oraz za pośrednictwem świętokrzyskiego „Radia Tak” mogła przez chwilę usłyszeć o nas szersza grupa ludzi. Po tym jak skład się rozpadł, rozpocząłem poszukiwania beatmaker’a, z którym mógłbym realizować pomysły, a co najważniejsze rozumieć się, jaki dokładnie hip hop chcemy robić. Przez przypadek wpada mi w ręce cd z bitami. EUREKA!!! Tego szukałem – pojawia się misja – „odnaleźć Makula”. Po kilku miesiącach się odnalazł i mogliśmy zacząć działać muzycznie. Naprawdę od niedawna jestem on–line, a wtedy nieźle musiałem się nabiegać i nakombinować (podziękowania dla Gospa), żeby pogadać z Pawłem. Dosyć tej telenoweli… Jest jeszcze kilka projektów, w których brałem udział gościnnie, np. Wersyfikacja – szyfr (Skarland 2006), Herodsky on tracks (Skarland/Kraków 2007), Gs - La Cosa Nostra Mixtape (Radom 2007), Deys – Pro-Fill (Skarland/Kraków 2008), Manifest MIXTAPE (Łódź 2008) oraz współpraca m.in. z DJ Vasquez’em (Kielce) i Makulem rzecz jasna. 

Czy jestem zadowolony po latach? Tak jestem. Dziś patrzę z sentymentem na pierwsze produkcje i nie raz śmieję się z tego, jak człowiek potrafi się zmienić po dekadzie (taki liryczny pamiętnik na nośniku).


Makul, na swoim koncie masz współpracę z Mad Crew. Wraz z DJem Bartem nagrałeś track „Te melodie” pochodzący z turntablistycznej płyty „Manewry Ciętego Dźwięku”. Jak doszło do tej kolaboracji? Czy nadal utrzymujesz kontakty z Bartem i Feel-X'em?

Makul: Z chłopakami z Mad Crew znamy się w zasadzie od czasów podstawówki. Co do wspólnych projektów - na przestrzeni lat powstało kilka rzeczy, niestety w większości są to kawałki niedokończone. Zanim Feel-X wyprowadził się z Końskich co jakiś czas urządzaliśmy sobie nocne sesje nagraniowe u niego w domu – zwykle ja grałem na klawiszach i rzucałem pomysły, a on dorzucał swoje na gramofonach; potem układaliśmy wszystko na sequencerze. Z czasem Feel-X zaczął coraz częściej wyjeżdżać na koncerty, aż w końcu wyprowadził się na dobre, od tamtej pory nic razem nie zrobiliśmy. Aczkolwiek, ostatnio wysłał mi różne stare rzeczy, mam zamiar usiąść i popracować nad nimi w niedługiej przyszłości.
 
Kolaboracja z Bartem przy kawałku „Te Melodie…” nie była w zasadzie niczym niezwykłym, jako że wtedy bardzo często współpracowaliśmy. Kilka pierwszych mixtape'ów Barta powstało u mnie w domu (zrobiłem między innymi dwa bity na jego mixtape „Świat w moich oczach”), podobnie jak i skrecze do różnych kawałków (między innymi „Bezpośrednio” dAba). Kiedy DJ Trakmajster zaproponował Bartkowi zrobienie kawałka, to ten automatycznie wpadł do mnie i zaczęliśmy dłubać. Z Bartem utrzymuję cały czas bliski kontakt i jest sporo wspólnych produkcji, które mamy zamiar dokończyć i na pewno w jakiś sposób ujrzą one światło dzienne.


Moka-T, brałeś udział w wielu undergroundowych projektach, m.in. W Łodzi, Radomiu, Skarżysku, Kielcach I Końskich. Jak wygląda obecnie scena w Skarżysku-Kamienna, skąd pochodzisz, na tle pozostałych miast, z którymi poprzez gościnne występy byłeś pośrednio związany.


moka-T: Jeśli chodzi o lokalną scenę – na pewno nie można narzekać na brak MC's i beatmaker’ów. Jednak poziom jest zróżnicowany, od szkoda gadać po naprawdę dobre produkcje. Jest dwóch ciekawych graczy na wolnym (Kawon i Tołt) oraz 2 ciekawych beatmaker’ów Vaust i Xeyos (który na dziś dzień zalewa bitami nasze miasto), Herodsky (człowiek 1000styli i skocznych mixtape’ów aka jak zerwać parkiet hehe) oraz składy jak BIP, WSF, BEZ BEKI i inne. Wchodząc na mój Myspace zobaczysz większość lokalnego podziemia wśród „najlepszych znajomych” – (dla ciekawskich tudzież zainteresowanych). Na tle pozostałych miast – myślę, że z tym jest jak wszędzie – są jednostki, z którymi nagrywa się ze względu na skillsy, a z innymi bo masz do nich szacunek czy łączy was przyjaźń. Mówiąc o scenie hip-hopowej, na pewno nie chciałbym pominąć writerów (crews : USP, LR, TGF oraz solowych wyjadaczy) - bo ten element jest naprawdę dobry. Co do DJów – DJ Ramone (Skarland - mad crew), DJ Pivko aka Okvip (Skarland/Częstochowa – 1ce), Frak2 (Skarland/WWA – usp crew) oraz Simon (Skarland) – także zaplecze jest, ale większość chłopaków mieszka na stałe poza Skarżyskiem i można ich usłyszeć na domowych sesjach, bądź tam gdzie są obecnie.

„PoJAZZd jednośladowy/wylananabitykawa” zaskoczył nie jednego polskiego słuchacza, gdyż otrzymaliśmy dwa porządne, utrzymane na dobrym poziomie utwory od duetu, który początek swojej działalności ogłosił kilka miesięcy temu. Jak długo trwało nagrywanie materiału na Wasz pierwszy singiel?


moka-T: Długo i krótko - jeśli ktoś posiada warunki 24h/7 dni w tygodniu to taki singiel zrobiłby w kilka tygodni. Nam zajęło to około roku od pomysłu po puszczenie w obieg.


Makul: Rok czasu to na pewno bardzo długo jak na stworzenie singla, ale tak jak powiedział moka-T – bardzo rzadko był czas, żeby wspólnie usiąść do pracy. Poza tym w czasie tworzenia kawałków na singiel powstało dość sporo pomysłów na następne projekty, także nie byliśmy cały czas skupieni tylko na robieniu poJAZZdu. Do końca też nie byliśmy pewni który kawałek pójdzie na b-side – ostatecznie zwyciężyła walananabitykawa.


Ile czasu zajęło Wam znalezienie tłoczni winylowej, z której warunków byliście zadowoleni. Dlaczego wybór padł na londyńską Curved Pressings?
 
moka-T: Znalezienie tłoczni (czytaj: liczba mnoga) nie zajęło nam wiele czasu, jednak sam wybór sprawił nam już problem. Wiele się mówi na temat tłoczni w Czechach, Niemczech i tych z wysp. Nam akurat pomógł znajomy, który tłoczył swój materiał w Londynie i po jego relacji stwierdziliśmy, że warto spróbować właśnie tam. Wyboru dokonaliśmy w połowie realizacji materiału na wosk i po konsultacjach z ludźmi z Curved Pressings.


Doskonale wiadomo jaka sytuacja panuje w Polsce jeśli chodzi o winylowe wydania hip hopowych 12” i LP’s. Większość albumów nigdy nie zostaje wypuszczona na wosku. Natomiast wy jesteście w opozycji do tego stanu rzeczy i „PoJAZZd jednośladowy/wylananabitykawa” ukazał się tylko na 12” i jest Waszym oficjalnym debiutem! Czy od początku w grę wchodziło jedynie wydanie singli na winylu?


Makul: Sytuacja przedstawiała się tak, że na początku nie było planu na wspólny projekt – miało to być po prostu demo moka-Ta na CD z moimi bitami. Szybko jednak stało się jasne, że nadajemy na tych samych falach i jesteśmy w stanie stworzyć razem ciekawe rzeczy. Wtedy też automatycznie pojawił się pomysł wydania materiału na winylu – uznaliśmy, że jesteśmy już na tyle dojrzali twórczo, że materiał będzie godzien tegoż nośnika. Oczywiście zajęło nam to dość długo, bo trzeba było zebrać niemałą kasę – i jak wspomniałem wcześniej – znaleźć czas.



Czy jesteście zadowoleni i usatysfakcjonowani także pod względem finansowym z odbioru 12”? Czy polscy słuchacze są przygotowani na wykonawców wydających płyty przede wszystkim na winylu? Czy na dłuższą metę opłaca się wypuszczać na rynek nagrania na własny koszt bez wsparcia sponsorów czy firm dystrybucyjnych?

moka-T: Jak dotąd, często zderzamy się z komentarzami typu „kupiłbym bo kozak, ale nie mam gramofonu” – odpowiadam, że zwykły dek na allegro można kupić taniej niż np. LP Gangstarr. Czy się opłaca – na pewno, jeśli mówimy o bogaceniu się w dobre słowo, od tych którzy piszą – „czekam na następną”. Od strony finansowej – przy tych kosztach wydania płyty – za jakieś 50 może 53 lata, będę mógł pozwolić sobie na kupno np. Passata z 2008 roku , czy pojechać na wakacje do Łeby na 2 tygodnie all inclusive.

Makul: Póki co to trochę za wcześnie, żeby mówić o satysfakcji czy zadowoleniu pod względem finansowym, bo płyta jest w obiegu zaledwie od miesiąca. Tak jak powiedział moka-T, satysfakcja „niematerialna” jest ogromna zarówno pod względem samej świadomości posiadania własnego wydawnictwa na winylu jak i pod względem bardzo pozytywnego odbioru przez słuchaczy. Moim zdaniem jak ten rozmiar promocji (czyli żaden – jedynie rozsyłanie info na Myspace) to sprzedaje się całkiem dobrze. Odpowiadając na Twoje pytanie – czy opłaca się wydawać płyty tylko na winylu – finansowo? Moim zdaniem nie. Rozmawiałem nawet ostatnio na ten temat z Lulkiem (Roszja i Lu), który tylko potwierdził moje słowa – wydając tylko na winylu możliwości promocyjne są mniej niż ubogie. Co innego jeśli wydajesz winyl równolegle CD, wówczas CD można rozesłać po różnych miejscach; winylem ludzie od promocji raczej nie są niestety zainteresowani.


„PoJAZZd jednośladowy/wylananabitykawa” osadzone jest w klimacie lat 90-tych. Na swoim profilu Myspace jako inspiracje wymieniliście artystów, którzy głównie działali lub zaczynali swoje kariery grubo ponad 10 lat temu. Czy tęsknicie za stylem lat 90-tych i poziomem produkcji hip hopowych pochodzących z tamtego okresu?

moka-T: Jeśli chodzi o mnie, to na pewno tęsknię, zwłaszcza za bębnami i różnorodnością stylów, których w latach 90-tych nie brakowało. Dziś, nie jestem w stanie wymienić zbyt wielu płyt czy artystów (po 2001 roku), którzy wryli mi się w pamięć. Z tego okresu po 2000, jaram się płytami PUTS , Dilated Peoples, Atmosphere lub DJ Static & Nat Ill. Natomiast lata 90-te to czysta klasyka, którą przynajmniej powinno się prześledzić. Tu z Makulem mamy bardzo podobne zdanie na temat bitów, flow oraz MC's czy ekip, które po 20 latach nadal przykuwają uszy do kolumn. Z czystej esencji warto czerpać wzorce.

Makul: Z mojego punktu widzenia, a więc okiem producenta, jak najbardziej wolałem brudne breaki od plastikowych brzmień, które dziś królują. Wiem, że wielu ludzi zarzuca nam, że „odgrzewamy stare pomysły”, ale moim zdaniem muzyka rap ma sprawiać, że mimowolnie kiwamy głową. Tak na mnie działały kawałki z lat 90, dzisiaj jak słyszę to co na topie to jakoś nie kiwa mi się głowa. Ja w swoich produkcjach zawsze bardzo dużo uwagi poświęcam perkusji, staram się zawsze, żeby brzmiała jak brudny loop (z różnym skutkiem). Bardzo wiele produkcji dzisiaj kuleje ze względu na nędzne bębny, mimo, że sample bywają fajnie pocięte. Druga rzecz to flow. MC's jakoś struchleli przez ostatnie czasy, przynajmniej tak mi się wydaje. Weź takiego Buckshota i porównaj jego flow z „Enta Da Stage” z tym co zrobił na swojej solowej płycie z 1999 ”The BDI Thug”. Aż się wierzyć nie chce, że to ten sam MC. Na szczęście w undergroundzie pojawia się dość sporo MC's, którzy mają naprawdę konkretne flow. Dodam jeszcze, że w Polsce najbardziej podoba mi się flow chłopaków z Afrontu.

Jedynymi gośćmi na Waszej 12” są DJ Eprom i Student A. Jestem ciekaw jak doszło do współpracy z uważanym przez wielu jednym z najlepszych polskich turntablistów. Czy moglibyście przybliżyć słuchaczom jak do tego doszło oraz przedstawić Studenta A, który szerzej pozostaje nieznany.

moka-T: Jeśli chodzi o DJ Eproma – wymieniliśmy kilka maili, podesłaliśmy propozycje bitów, między innymi te, które chcieliśmy umieścić na 12-tce. Później jeszcze rozmowa telefoniczna w kwestii dogadania szczegółów i gotowe. Na pewno jesteśmy zadowoleni z jego wkładu w ten singiel.

Makul: Co do Studenta A czyli Marka Pędziwiatra to poznałem go mniej więcej 9 lat temu na jakimś czacie hip-hopowym. Był czas, kiedy hip-hop nie był jeszcze tak popularny i na czaty wchodzili w większości naprawdę interesujący ludzie. Marek był właśnie jednym z nich; od razu przypadliśmy sobie wtedy do gustu z racji tego, że obaj posiadaliśmy dość dużą wiedzę na temat hip-hopu i mieliśmy podobny gust. Zrobiliśmy nawet wtedy jeden kawałek na wspólnym bicie, z moimi skreczami i rymami Marka. Jak na tamte czasy był całkiem przyzwoity.


Student A być może nie jest szerzej znany w środowisku hip-hopowym, ale wśród twórców muzyki jazzowej jest na pewno rozpoznawany (m.in. zdobył III nagrodę w V Edycji Konkursu Kompozytorskiego im. Krzysztofa Komedy). Ma także swoje hip hopowe crew (A.B.C.D. Crew). Zawsze się zastanawiałem jak to jest, że tak mało osób o nich wie, bo robią naprawdę kozackie rzeczy. Polecam wszystkim, sprawdźcie http://www.myspace.com/marekpedziwiatr

Czy otrzymaliście propozycje dystrybucji 12” od sklepów winylowych? Jakie macie zdanie o polskich sprzedawcach winyli?

Makul: W pewnym sensie otrzymaliśmy, to znaczy – to my napisaliśmy do sklepów niedługo po tym jak płyta wyszła. Trudno było oczekiwać, żeby wiedzieli o naszym przedsięwzięciu. Odzew ze sklepów był generalnie bardzo dobry – zwłaszcza www.dustydiggers.pl, www.sideone.pl, www.waxbox.pl i www.rezerwatwinyli.pl. Otrzymaliśmy bardzo pochlebne opinie od ich właścicieli i byli bardzo zainteresowani dystrybucją. Goście są bardzo mili i otwarci na współpracę, co nas bardzo cieszy. Mamy nadzieję, że klienci też się spiszą.
 
Słuchając Waszych utworów da się wyłapać, że żyjecie nie tylko hip hopem. W takim razie, który pozostały gatunek oraz artyści są Wam najbliżsi?

moka-T: Jeśli chodzi o mnie, staram się nie ograniczać do samego hip hopu. Uwielbiam spędzać czas przy jazzie, funku czy muzyce z lat 80-tych. Jak zaczniemy z Makulem wymieniać artystów to zabraknie nam miejsca na resztę pytań i odpowiedzi.


Makul: Ze mną jest podobnie, mam bardzo rozległy gust muzyczny. Szczerze mówiąc, to hip-hopu słucham dość rzadko; jestem fanatykiem muzyki filmowej oraz soundtracków z gier komputerowych (kawałki ze sceny 8-bitowej), muzy folkowej, new age, chilloutu, jazzu, acid jazzu, drum’n’bassu & jungle, trip-hopu, reggae, funku oraz lat 80-tych (wszystkie syntetyki z tego okresu). Jeśli chodzi o hip-hop to moim odwiecznym i niedoścignionym wzorem jest – tutaj chyba nikogo nie zaskoczę - DJ Premier. Dalej to oczywiście nieocenieni DITC czy Beatminerz, Coldcut, Jazzanova, Pete Rock, Madlib, J Dilla czy DJ Shadow – długo by wymieniać. Za największego geniusza muzycznego naszych czasów uważam Vangelisa; w jakiś sposób jego muzyka na pewno wpływa na moje podkłady mimo, że to zupełnie inny gatunek.



Powspominaliśmy wspólnie niezapomniane lata 90-te, ale przyszedł czas na pytanie o produkcje, które ukazują się w dzisiejszych czasach. Obecnie mnóstwo hip hopowych produkcji brzmi nowocześnie, nowatorsko. Powyższe stwierdzenie odnosi się nie tylko do amerykańskich płyt, ale także do europejskich beatmakerów jak DJ Wich i Koolade. Czy Waszym zdaniem producenci hip hopowi zmierzają w dobra stronę?

moka-T: To pytanie skierowane raczej do Pawła :) Powiem jedynie, że rzadko słyszy się coś, co szczególnie zostaje w głowie i masz zamiar to włączyć jeszcze kolejne 1000 razy. Dzisiejsza „moda” na plastikowe brzmienia chyba jest również winą samych MC's. Dość często znajomi producenci podsyłają mi ich projekty delikatnie jadące poliestrem. Pytani dlaczego takie brzmienia wybrali, odpowiadają że dość często MC's pytają o właśnie takie bity. Ale ale ale, nie trzeba szukać daleko świeżych i pachnących true school'em brzmień, bo w Polsce mamy minimum kilkunastu genialnych beatmakerów.


Makul: Dokładnie. Polscy podziemni beatmakerzy prezentują całkiem wysoki poziom. Zaś jeśli chodzi o europejskich producentów to DJ Wich mimo, że nagrywa ze znanymi artystami, to jego brzmienie do mnie osobiście nie przemawia; Koolade – owszem. Moje zdanie jest takie, że najważniejsza rzecz to mieć własny styl. Osobiście nie słucham np. The Neptunes czy Timbalanda, ale należy im się szacunek za to, że wypracowali własne – jedyne w swoim rodzaju – brzmienie, podobnie jak wcześniej uczynili to Premier, Pete Rock czy Dr. Dre. Moim zdaniem to jest właśnie największa sztuka i talent, stworzyć coś własnego i nowego co sprawi, że każdy po usłyszeniu paru taktów będzie w stanie stwierdzić czyja to produkcja.
 
Jak według Was wygląda kondycja undergroundowej sceny w Polsce? W dzisiejszych czasach wielu wykonawców, także tych, którzy są od dawna rozpoznawani w całym kraju, bierze sprawy w swoje ręce i przygotowuje swoje projekty samodzielnie. Czy jest to dobra droga, ponieważ wiadomo jak wiele czasu pochłania promocja i wszelkie pozostałe sprawy związane z wydawaniem albumów.
 

moka-T: Hmm, kondycja nie jest najgorsza, biorąc pod uwagę „ilość”. Wystarczy spojrzeć na Myspace, gdzie jest tysiące ekip i wolnych strzelców z PL. Niektórzy MC's wydali już więcej EPek niż ja puściłem swoich kawałków. Sugerując się poziomem - jest różnie, ale to słuchacz decyduje do jakiego grona zaliczyć np. nas – do grona tych fajnych czy mniej fajnych;) i zależy jaki słuchacz dotrze do tych produkcji, słuchacz, który słucha i słyszy, czy taki, który tylko słucha.

Ci wykonawcy, którzy są rozpoznawani, mają zazwyczaj stałych odbiorców. Wydaje mi się, że to na nich właśnie, dany artysta liczy wybierając drogę promocji na własną rękę. My skupiliśmy się na poczcie pantoflowej, bo jednak jest coś w tym „...” jak to nawinął MES „tu możesz mieć problem jak nie jesteś czyimś ziomkiem”

Makul:
Szczerze mówiąc, to kiedy zacząłem szperać po Myspace to byłem w szoku, że mamy tak wielu dobrych beatmakerów w podziemiu. Wydaje mi się, że z ciekawymi MC's jest trochę gorzej – ale to może być bardzo subiektywna opinia, ja patrzę bardziej na bity jako beatmaker. Co mnie cieszy to fakt, że ludzie zaczynają ze sobą współpracować, jest sporo kolaboracji nie tylko „standardowych” typu reggae-hip hop, ale pojawiają się rzeczy chilloutowe czy trip-hopowe z rymami. Bardzo podoba mi się oryginalność u Roszja i Lu (a poza tym fakt, że wypuścili to na wosku mówi sam za siebie). Natomiast kolejna negatywna kwestia odnośnie naszego rodzimego podziemia to to, że ludzie za wcześnie „pchają się”, żeby ich usłyszano. Goście, którzy o hip hopie usłyszeli rok czy dwa temu wypuszczają EPki czy nawet LP, których poziom jest czasami żenujący. Jasne, nie ma nic złego w pokazaniu znajomym swoich rzeczy, ale trąbienie o tym na prawo i lewo kiedy dopiero co zaczęło się stawiać pierwsze kroki moim zdaniem mija się z celem. Trzeba mieć pokorę i brać przykład z ludzi typu Freddie Foxxx – 10 lat w undergroundzie zanim wydał płytę. Nieskromnie mówiąc nawet ja sam siedziałem cicho przez mniej więcej tyle samo zanim się wychyliłem. Prawdziwy artysta musi dojrzewać i nabierać doświadczenia przez lata żeby mieć coś ciekawego i oryginalnego do przekazania.
 
W zeszłym roku byliśmy świadkami dużego spadku sprzedaży płyt zarówno w Polsce jak i na całym świecie. W związku z tym, wiele sklepów musiało zakończyć swoją działalność. Czy widzicie przyszłość dla winyli w dobie królowania formatu mp3, który zaczął wypierać także albumy wydawane na CD.


moka-T: MP3 - format złodziej. Patrząc na wyścig technologii i tego jak Internet zdominował, w tym przypadku dostęp do muzyki, można mieć obawy co do sensu wydawania fizycznych nośników. Tu jednak trzeba znowu postawić na słuchacza. Jeśli chodzi o wosk i komuś sprawia radość cały rytuał jaki jest związany z jego odsłuchaniem, to nadal będzie wspierał ten rynek. Sam zbieram winyle, mimo że sprzęt do odsłuchu mam z lat 70-tych :) i nie zamieniłbym tych płyt na żadne gigabajty MP3. Media niestety nie promują kupna płyt, wręcz nakłaniają do zasysania z sieci „wynalazków” (patrz nowa reklama sieci komórkowej). Jadąc autobusem słyszę top-ten RMF FM czy inne schorzenia, z samych dzwonków na telefon – tragedia. Wpajanie ludziom - ściągnij track za 1pln + VAT. Przyszłość to słuchacz i jego podejście do muzyki. Cytując Eldo, jak już pewnie niejeden „KUPUJCIE POLSKIE RAP PŁYTY”!!!


Czego możemy się spodziewać po moka-T i Makulu w przyszłości? Czy macie w planach wydanie kolejnej 12stki lub przygotowanie materiału na EP lub LP?

moka-T:
Obecnie rozważamy kilka opcji. Czy będzie to jeszcze jeden singiel, czy EP - nie wiemy. Dużo zależy od możliwości, m.in. dostępu do studia, jak również finansów. Jedyne, co możemy obiecać – to na pewno kolejny wosk.
 
Dziękuję bardzo za wywiad. Ostatnie słowa dla słuchaczy?

moka-T: Chcielibyśmy przede wszystkim podziękować tym, którzy kupili nasz singiel. W drugiej kolejności wszystkim, którzy wyrazili swoje opinie oraz sugestie na temat naszej działalności. Do usłyszenia przy kolejnej produkcji. Pokój.

sobota, 15 listopada 2008

Wywiad z Mr. Echoesem (The Opus)

Z wielką przyjemnością przedstawiam wam kolejny, trzeci już z kolei wywiad. Tym razem udało mi się dotrzeć do Mr. Echoesa aka Fanum lub jak kto woli po prostu Kevina Johnsona. Mr. Echoes jest bardziej medialną połową producenckiego duetu The Opus. Zapraszam do lektury.

Hej, chciałbym powiedzieć, że czuję sie uhonorowany, że zgodziłeś się na wywiad. na początek zadam typowe pytanie - jak mógłbyś się przedstawić polskim słuchaczom?

Nazywam sie Mr. Echoes i jestem przyłączony do mojego partnera The Isle Of Weight i pochodzimy ze ślicznego miasta Chicago, Illinois, domu następnego prezydenta USA Baracka Obamy!

Twoje pierwsze produkcje pojawiały się w latach 90.tych, np. na Rubberoom - Synapse Gap. Czy jesteś zadowolony z tego wydawnictwa? Co teraz porabia Lumba, Twój przyjaciel z Rubberoom?

Kocham Synapse Gap! Jeden z pierwszych utworów, jaki zdecydowaliśmy się nagrać profesjonalnie i wydaliśmy wraz z utworem ze strony B "Beneath the Surface". Czułem, że to będzie utwór, który zapoczątkuje naszą karierę na muzycznej scenie. Również wypuściliśmy ten kawałek sami bez żadnych funduszy z żadnego labelu. To była ściśle niezależne wydawnictwo. Lumba i Meta (przyjaciele Mr. Echoesa z okresu projektu Rubberoom - przyp. red.) są ciągle w pobliżu chociaż nie rozmawiam z nimi za wiele. Zdecydowali się podążyć inną życiową ścieżką.

Czy masz podobny gust muzyczny jak The Isle of Weight? W mojej opinii Wasza współpraca jest zsynchronizowana.

Najważniejszy jest ten sam gust muzyczny. Lubimy dużej różnej muzyki, od współczesnych rzeczy do bardzo abstrakcyjnych.

Opus ma wiele znaczeń. Czy mógłbyś mi powiedzieć co to oznacza dla Ciebie i dla The Isle Of Weight?

Patrzymy na Opus jak na małą muzyczną rzecz, która pasuje dzięki większej aranżacji. Jako przykład podam to, że większość piosenek jest bardzo różna w znaczeniu aranżacji i mają odmienną wariację w brzmieniu. Jednak, gdy słuchasz projektu(-ów) jako całości, każdy utwór w pewnej formie wiąże się z następnym. Blending Density CD jest najlepszym na to przykładem. Chociaż wszystkie utwory są różne, wszystkie piosenki w pewnej formie wiążą się ze sobą.

Co mógłbyś powiedzieć o swoich inspiracjach? W down tempo, ambient, elektronicznej muzyce jest bardzo dużo dobrych artystów i jest naprawdę ciężko zdecydować kogo podziwiacie i doceniacie. Jak też streściłbyś Wasz styl?

Niektórymi inspiracjami będą takie grupy jak The Art of Noise, Kraftwerk, DJ Krush, DJ Shadow, Daft Punk, DJ Vadim, The Bomb Squad, Cameo, Meat Beat Manifesto, Depeche Mode, Public Enemy, KRS-One, Eric B. & Rakim. Nasz styl jest miksem tych wyżej! Kiedy zaczynaliśmy robić muzykę, naszym celem było kreatywne przmienie jakiego wcześniej nikt nie włączał i warstwa nad wokalami. Nie usiłowaliśmy koniecznie wejść w szczegółowy gatunek muzyczny ale ten gatunek złapał nas na lata! Szczerze, to nadal hip hop.

Co mógłbys powiedzieć o Waszej współpracy z innymi artystami takimi jak Earatik Statik, Aesop Rock czy Murs (Living Legends)? Czy skontaktowanie się z nimi było trudne?

Praca z Aesop Rockiem i Mursem było czymś prawdziwie magicznym z tym jak to przyszło. Murs występował w Chicago z Cannibal Ox (właściwie to próbowaliśmy złapać ich na Fisrt Contact także). Backstage, podszedłem do Mursa i opowiedziałem mu o projekcie First Contact. Odpowiedział, że jest zainteresowany, więc wysłałem mu bit, który naprawdę się jemu spodobał. Jeśli chodzi o Aesop, to spoktaliśmy go w Nowym Yorku podczas Rocksteady Festival. Porozmawialiśmy z nim o projekcie i powiedział on, że chciałby być jego częścią. Naprawdę dobre i wygodne jest to, że Aesop, Murs, Atmosphere i I self Devine byli na tych samych koncertach w Chicago kilka miesięcy później, więc byliśmy zdolni do nagrywania z nimi całymi dniami! Również track zAesop jest przypuszczalnie inny! Oczekiwaliśmy na przybycie inżyniera studyjnego i zaczęliśmy grać przypadkowe bity The Opus, żeby zobaczyć jakie brzmienie lubią ponad booming system. Aesop polubił jeden z utworów jakie puszczaliśmy, więc zdecydowaliśmy użyć ten track na First Contact. Earatik Statik byli od zawsze naszymi przyjaciółmi i chcieli, żebyśmy wyprodukowali "Feelin Eratik" LP. Zrobiliśmy około 6 kawałków na te LP.

Jesteście dwoma instrumentalistami. Na jakich instrumentach potraficie grać? Uczyliście się w jakiejś szkole muzycznej?

Jestem samplującym artystą (Mr. Echoes jest zbyt skromny, ponieważ udało mi się ustalić, że potrafi grać na m.in. klawiszach - przyp. red.). IOW właściwie wie jak grać na gitarze i basie ale samplujemy intrumenty i przekształcamy je w kompozycje! Nigdy nie uczęszczaliśmy do szkoły, żeby uczyć się muzyki ale chodziliśmy aby nauczyć się technicznych rzeczy jak inżynieria i produkcja studyjna.

Oficjalny debiut The Opus, "First Contact 001" LP został wydany w 2002 roku. Dlaczego zajęło tak długo nagranie tego albumu? Pytam, ponieważ pierwszą 12" Rubberoom mieliśmy w 1994 roku.

Cóż, właściwie wydaliśmy Rubberoom "Architechnology" LP w 1999. To był pierwszy pełny album Rubberoom. Właściwie LP uczyniło świetny czas przed zamknięciem labelu. Spowodowało to wewnętrzne napięcie w grupie, IOW i ja zdecydowaliśmy do robienia własnych rzeczy jako Opus. Jeżeli nei słyszeliście "Architechnology" to musicie koniecznie sięgnąć po nią...klasyczne LP.

"Breathing Lessons" jest Waszym drugim albumem jako The Opus. Co mógłbyś powiedzieć o "BL"? Czym się różni od "First Contact"?

"Breathing Lessons" był naszym w całości instrumentalnym LP. Jest jeden utwór jaki Lord360 zrobił w krótkim pojawieniu się później w piosence "Isis". Poczuliśmy jakby ta płyta była bardziej o nas, nie próbowaliśmy mocno polegać na kolaboracjach lub wysoko uznanawanych artystach do sprzedaży albumu i naprawdę jest to eksperymentalna i wolna muzycznie płyta, tak jak chcieliśmy.


Mush, label dla którego nagrywacie jest niezależny. Wcześniej nagrywaliście dla Ozone Music czy Elastic Recordings. Czy mógłbyś porównywać wszystkie wytwórnie, w których wydawaliście 12" i LP's?

Elastic Recordings to był nasz album. Nie mieliśmy w tamtym czasie kontraktu, więc stworzyliśmy Elastic Recordings do dystrybuowania naszych 12". Ozone Music był labelem, z którym zaczynaliśmy wraz z gościem, który pomagał przy rozkręcaniu Definitive Jux. problem z Ozone był taki, że Def Jux stał się tak duży, że Ozone było całkowicie w cieniu def Juxu. To zachęciło nas do przeniesienia się do Mush, ale Mush jest labelem, gdzie jest wielu artystów, których postawa jest dla nas problemem. Porównując Def Jux i Mush, to jakby przebywanie w klasie z 50-ciorgiem uczniów przeciw klasie z 10-ciorgiem uczniów. Nauczyciel spędza więcej czasu z tobą i jest zdolny skupić się na tym, czego potrzebujesz odrobinę bardziej w mniejszej sali.

Pochodzicie z Chi-Town. Jak wygląda teraz chicagowska scena niezależna? Czy wiesz cokolwiek o No I.D.? Słyszałem, że odszedł na emeryturę.

Undergroundowa scena w Chicago rozkwita obecnie. Właściwie jest kilka undergroundowych twórców, których naprawdę lubię. Imiona niektórych to The Gent$, Outerlimitz, Dirty Digital,Wes Restless, Qwel, Robust, Decay, All Natural...To tylko niektórzy...No I.D. właściwie pracuje dla labelu Jermaine'a Dupri jako producent wykonawczy. Nie sądzę, że przeszedł na emeryturę!

Poszukujesz obecnie talentów? Słyszałem, że Meta Mo i Lumba zostali odkryci przez Ciebie.

Wiesz co? Poszukuję tylko talentu do naszego nowego LP w tej chwili. Nie prowadzimy obecnie dłużej labelu, chociaż mieliśmy duże aspiracje do poprowadzenia wcześniej! Szczęśliwie ciągle się utrzymujemy jako, że staliśmy się popularni jako The Opus. Nie chciałbym koniecznie mówić, że "odkryliśmy" Meta i Lumbę ale pomoglismy im nabyć umiejętności jako artystów. Oczekujemy tylko, żeby spełniali się jako artyści.

Czy mógłbyś opowiedzieć nam o swoich przyszłych planach? Jestem przekonany, że po "Blending Density" pracujecie nad czymś nowym.

Tak! Pracujemy nad naszym nowym projektem o nazwie "Boxcutters". To jest podwójne CD z dołączonym DVD zatytułowanym "Producers". Pierwsze z podwójnych CD nosi tytuł "Earthwalkers: Epilogue", które będzie showcasem atmosferycznych/ambientowych styli i drugi CD, "Dichotomy" jest to więcej niż współczesne CD, które zawiera niektóre rzeczy, których wcześniej nie robiliśmy jako producenci. Jedno znajomy, z którym współpracowaliśmy to Pigeon John z West Coastu. Jednakże CD będzie składało się z wielu nowych artystów i masy kolaboracji z muzykami, grającymi na różnych instrumentach.

Sądzę, że większość ludzi w USA mówi teraz o wyborach. Jaka jest Twoja opinia na temat zwycięstwa Obamy?

Oh to jest przeolbrzymie zwycięstwo! To jest niesamowite, że Ameryka będzie miała czarnego prezydenta. Bardziej ważne w opinii jest to, że Amerykanie są zmęczeni tą samą amerykańską polityką. Bezsensowna wojna i spadająca gospodarka wzięły naprawdę dużo ofiar wśród Amerykan. Co jest naprawdę niesamowite w jego zwycięstwu to fakt, że przyciągnął wszystkich ludzi różnego koloru skóry i odmiennych środowiskach do przewyższenia każdej rasy i zagłosowaniu na niego! Jeden z największych problemów dla Stanów Zjednoczonych to bycie bardzo rasistowskim państwem ale byłem dumny jako Amerykanin, że (niektórzy) ludzie byli zdolni do odłożenia koloru skóry na bok i spojrzeniu na to indywidualnie.

Jak wyglądają Wasze koncerty? Preferujecie małe, niezależne koncerty czy coś innego? Czy kiedykolwiek odwiedziliście Europę?

Nie odwiedziliśmy Europy nigdy ale mamy za sobą tour po Japonii. Chciałbym odwiedzić Europę, ale nie znaleźliśmy kontkatów jeszcze, dzięki którym wybraliśmy się tam. Ciągle pracuję nad progresem, więc poinformuj mnie jeżeli znasz kogokolwiek. Jeśli chodzi o koncerty, wolimy średnie miejsca spotkań. Wolę raczej grać w niewielkich miejscach i przeobrażać je w dobra imprezę niż występować w dużych miejscach, które mogą powodować, że miejscówka będzie wyglądała na pustą! To naprawdę zależy od Twoich fanów!

Dzięki wielkie za wywiad. Czy chcesz coś powiedzieć na zakończenie?

Tylko to, że chciałbym podziękować za wywiad. Jesteśmy wdzięczni że nasza muzyka sięga do uszu w Polsce! Szczęśliwie jesteśmy zdolni aby dostarczać więcej muzyki dla was w przyszłości i może pewnego dnia będziemy mogli wybrać się tam na tour. Także możecie sięgać do nas na www.myspace.com/theopusonline po najnowsze wydarzenia z The Opus. Jesteśmy Twoimi przyjaciółmi! Na koniec, do ciebie i do wszystkich pojawiających się producentów/artystów - idźcie znaleźć pracę! Tylko żartowałem!



Fotografie: DJ Roper
Oficjalna strona The Opus: http://theopusonline.com/
Oficjalny profil MySpace The Opus: http://www.myspace.com/theopusonline

wtorek, 4 listopada 2008

Wywiad z DJ-em Illegalem (Snowgoons)


Po drobnej absencji, spowodowane pewnymi zawirowaniami w życiu osobistym, przedstawiam drugi wywiad, ukazujący się na naszym blogu. Tym razem porozmawialiśmy chwilę z DJ-em Illegalem z ekipy Snowgoons. Zachęcam do lektury, gdyż DJ Illegal jest naprawdę ciekawą osobowością i z chęcią odpowiedział na zadane mu pytania.

Siemanko. To znakomicie, że jesteś za wywiadami. Standardowe pytanie – jak mógłbyś się przedstawić dla nas?

Cześć, jestem DJ illegal z ekipy Snowgoons. The Snowgoons to jest moje producenckie crew, do którego należą ze mną DJ Waxwork i Det.

Jakie były Twoje pierwsze kroki w niemieckiej rapgrze? Kiedy zacząłeś być Djem/producentem?

Zacząłem w 1992 roku jako DJ na imprezie, którą promowałem. DJ, którego zaprosiłem, nie pojawił się a ja miałem całą chatę pełną ludzi, więc nie miałem innego wyjścia i zacząłem sam grać. Zagrałem naprawdę równie, biorąc pod uwagę to, że nigdy wcezśniej nie używałem gramofonu do miksowania.





Pierwszy raz, kiedy robiłem bity to było około 1996 roku i to zaczęło się 3 lata wcześniej, kiedy zapodałem swój pierwszy bit na debiutanckiej 12" Pal One'a. Det także wyprodukował jeden kawałek na tej 12" ale w tamtym czasie nie pracowaliśmy ze sobą razem.


Wiem, że Det jest założycielem Snowgoons. Kiedy stałeś się oficjalnym członkiem grupy? Mógłbyś powiedzieć o swojej pierwszej współpracy z Detem?


Po wspomnianej 12" Pal One'a zauważyliśmy, że mamy takie same upodobania muzyczne i rozpoczęliśmy współpracę przy pewnych wspólnych produkcjach. Takie jest prawdziwe pochodzenie Snowgoons.


Czy musieliście ciężko pracować żeby zdobyć szacunek na niemieckiej hip hopowej scenie? Jak wyglądał hip hop w Twoim kraju kilka lat temu a jak teraz? Czy się mocno zmienił?


Właściwie to nigdy nie pracowaliśmy nad reputacją w Niemczech. Pojawiliśmy się około 2000-2001 roku i w tym samym czasie po raz pierwszy ukazało się Aggro Berlin. Osobiście nie odczuwałem tego ruchu w całości, więc staraliśmy się bardziej skupiać na amerykańskiej hip hopowej scenie. Ale mogę powiedzieć, iż jest obecnie ogromna różnica na hip hopowej scenie niemieckiej w porównaniu do 7-8 lat wstecz.


W mojej opinii ludzie byli zdziwieni lub zszokowani gdy usłyszeli o gościach na albumie "German Lugers". Jak skontaktowaliście się z takimi postaciami jak O.C., Edo G., Living Legends, Rasco, Chief Kamachi? Działo się to poprzez internet czy spotkaliście tych artystów na jakichś koncertach lub przy innych okolicznościach?


Racja! Większość nawiązań współpracy wiązała się z moją pracą tour managera. Ta opcja pomogła w koneksjach ale również umożliwiła bliższą współpracę z artystami i nagranie lepszych tracków!


Jak obecnie wygląda ekipa Snowgoons? Jesteś Ty, DJ Waxwork oraz Det, lecz co się stało z Torbenem?


Wspólnie z Detem założyliśmy Snowgoons około 2000 roku ale dodam, że Waxwork i Torben byli z nami cały czas. Na pierwszym oficjalnym wydawnictwie „Full Clip Of Ammo“ 12“ Waxwork zrobił cuty a Torben zajął się okładką. Także, był to naturalny proces wejścia ich w szeregi ekipy.
Torben musiał nas opuścić ze względu na swoją karierę uczelnianą. Jestem pewien, że jest tylko jeden moment w życiu, w którym dokonujesz wyboru z kim trzymasz!


Jakbyś podsumował Twój jak i pozostałych Goonsów styl? Wszyscy posiadacie ten sam gust muzyczny czy nie?


Jesteśmy definitywnie na tym samym poziomie wiedzy muzycznej. Każdy ma swoich faworytów lecz wszyscy słuchamy prawdziwych rzeczy! Nie moglibyśmy tego razem robić jeżeli każdy chciałby mieć inny styl. Może dałoby się to zsumować ale jako końcowy efekt jest to perfekcyjna kombinacja.


Babygrande Records jest czołowym undergroundowym labelem. Jak to było z "German Lugers"? Poszukiwaliście jakiejś wytwórni, gdzie moglibyście wydać swój album czy ludzie z Babygrande odezwali sie i powiedzieli: "Słuchajcie, wydamy wasz album".


To była długa droga do znalezienia się w Babygrande lecz zasadniczo mieliśmy już wcześniej kontakt z Babygrande, ponieważ organizowałem tour dla Jus Allaha i Chiefa Kamachi. Także Babygrande chciała, żebym zadbał o promocję albumów Jus Allah i Chiefa. Kiedy mieliśmy już skończony cały nasz album uderzyłem ponownie do tego labelu, mówiąc im że mamy połowę artystów Babygrande w line-upie. Pokochali nas za to od pierwszej chwili i tak porozumieliśmy się razem.


Czy jesteś zadowolony z Waszego ostatniego albumu, "Black Snow"?


Tak! Jesteśmy dumni z tego albumu, ponieważ jest lepszy od "German Lugers". "German Lugers" to album,który ma swoje atuty ale "Black Snow" jest to po prostu więcej niż prawdziwy album. Mieliśmy koncepcję na tę płytę żeby brzmiała dokładnie tak jak chcemy. Również było łatwiej współpracować z większą liczbą artystów teraz. Wiedzieli oni co robimy i bardzo nam pomogli. Z "German Lugers" nie zaczynaliśmy jako z albumem. Po prostu nagrywaliśmy kawałki a po krótkim czasie wiedzieliśmy, że musimy wydać album.


Jak nagrywacie poszczególne tracki? Musicie podróżować do USA i dzielić swoje życie pomiędzy Stany Zjednoczone i Niemcy i pojawiać się w studiach nagrań czy przebiega to łatwiej?


Większość nagrań ma miejsce tutaj w Niemczech podczas odbywających sie tourów. Ale część kawałków jest nagrywanych przez artystów w Stanach a następnie przesyłają oni nam pliki. Jeżeli nie ma czasu podczas touru, to nie chcemy nikogo gorączkować. Wolimy mieć dobry utwór zamiast szybkiego freestylu, lecz preferujemy nagrywać w studiu o ile jest to możliwe.


Czy ciągle pozostają artyści, z którymi chciałbyś nagrać wspólnie kawałek? Jakie są też Twoje wpływy?

Dla mnie to Nas pozostaje artystą, z którym chciałbym cokolwiek nagrać. On jest jednym z moich ulubionych wykonawców ale już mieliśmy pewne legendy u siebie. Ill Bill, RA The Rugged Man, Edo G...Mamy sporo wpływów, wiedzy producenckiej, muszę tutaj wymienić DJa Premiera, Alchemista czy Stoupa. Primo jest najlepszym producentem w historii! Bez dwóch zdań. Doceniamy i jaramy się takimi artystami jak Ill Bill lub Vinnie Paz. TO jest droga, którą chcemy aż do bycia na górze i zadowolenia.

Lecz w końcu dnia robimy swoje własne rzeczy. Nie gryziemy się. Muzyka jest pewnym rodzjem wewnętrznej ekspresji, jednakowo możesz myśleć jak producent może jarać się własnym trackiem? My tak robimy! Cała nasza produkcja opiera się na melodiach i usposobieniach. Więc każdy track ma specyficzny humor i flavor i dobrzy artyści muszą po prostu wchłonąć ten humor.

Jesteście reprezentantami hardckorowego hip hopu. Czy to był zawsze Wasz ulubiony rodzaj rapu?

Niech zgadnę, jest tak, gdyż zapodaliśmy "Black Snow" właśnie w hardckorowej formie. Ale robimy więcej niż tylko to. Nie wszystko co robimy brzmi epicko i ciężko. Na "Black Snow" chcieliśmy zdecydowanie pokazać ten styl ale na kolejnych projektach mamy również odmienny styl.

Najlepszym przykładem jest nowe video Sabac Reda video, „The Commitment“ które wyprodukowaliśmy. Usłyszecie, iż jest to inne niż klimat "Black Snow".

Chcę podkreślić, że nie robimy hardkoru, po prostu robimy prawdziwą muzykę!

Opowiedz proszę o swoich najbliższych planach. Skupiasz się na produkcji czy może przymierzasz sie do wydania mixtapu jako DJ?

Snowgoons są zawsze zapracowani tak więc mamy kolejny projekt wraz z Savage Brothers i Lord Lhusem, który niedługo ukaże się. Dzieciaki są naprawdę zdolni i mogę powiedzieć, że wyprodukowaliśmy prawie cały album. Równiez pracujemy nad produkcjami dla Sicknature, Outerspace'a oraz dla wielu niemieckich artystów.

Nie spuszczajcie z oka MySpace'a!

Podczas Hip Hop Kemp '08 wystąpiliście jako Snowgoons Soundsystem. Czy to był tylko jednorazowy projekt? Pytam, ponieważ jak mówiłeś, mieliście wiele wspólnych tourów z chociażby Ill Billem i AOTP.

Od kiedy Snowgoons składają się z 2 DJ-ów ma to sens w przypadku imprez. Także niesiemy ze sobą prawdziwy hip hop także. Osobiście zaczynałem jako taki dj, więc jest to dla mnie naturalną rzeczą granie na takich imprezach. Nie zabijesz we mnie DJ-a, ha ha!

Zawsze jesteśmy też na tourach z artystami. Kolejny będzie miał miejsce w grudniu tego roku wraz z Ill Billem i Big Leftem z La Coka Nostra.

Dzięki za wywiad. Chciałbyś coś powiedzieć na zakończenie?

Dziękuję bardzo (oryginalna pisownia od DJ-a Illegala, okazało się także, że odwiedzał on Polskę kilkakrotnie i lubi nasz kraj - przyp. red.) za wywiad. Big up dla DJa Chwiała, The Returners, The Ancient Prophet i dla moich ludzi z Białegostoku. Dzięki dla każdego kto wspiera prawdziwą muzykę i kulturę. Pokój!


Bądźcie czujni, ponieważ za jakiś czas będziemy mieli dla Was kolejną niespodziankę związaną z ekipą Snowgoons.


Oficjalny MySpace Snowgoons: http://www.myspace.com/snowgoons
Oficjalny MySpace DJa Illegala: www.myspace.com/manuuone